Po przeprowadzce zmienił mi się dystans dojazdu do pracy. W wersji mini wynosi około 7 km, może ciut mniej. To zbawienie w dni takie jak dziś. Rano padało, a do tego zimno. Po południu to samo, a może i gorzej, bo jeszcze czekał mnie zakup paluszków do lampki przedniej, a to oznaczało kilkuminutowe oczekiwanie przed parą, która zastanawiała się czy lepiej kupić bilet na tramwaj, czy też pojechać taksówką. W końcu dopuścili wariata, który dziś wybrał rower i spokojnie, zaliczając czerwone światła gdzie tylko się da doczłapałem się na stygnący na stole obiad ;)
Ja też zbieram się do kupna ładowalnych akumulatorków, bo do tej pory nie było źle. Przy "normalnych" temperaturach pakiet 10 baterii AAA z lidla wystarczał na półtorej - dwa miesiące (w tym okazjonalna jazda po ciemku), ale teraz wystarczy powozić te baterie kilka dni w sakwie, zostawić rower na chłodnym przez osiem godzin dziennie i po nich... ;)
A ja mam takie z Lidla za jakieś grosze, piękny zestaw z akumulatorkami i ładowarką, w rozmiarze średniej wielkości armaty do czołgu T22. W sumie... polecam :)
Jak się coś tam jeździ po nocach to zwykłe baterie się nie opylają - tylko takie ładowalne. Mom takowe i tylko się teraz o lampkę boję, bo zanim ta inwestycja się zwróci to pewnie trzy razy ją zgubię i dwa razy się spsuje. ;]