Dojazd na uczelnię z hostelu, kilka długich godzin zajęć, a na koniec przejażdżka do pałacyku uniwersyteckiego w Pawłowicach, skąd, po terenowym odcinku z Sołtysowic, zdecydowałem się na powrót lekko na około, przez Pasikurowice. Utwierdził mnie w tym wygląd mojego ubrania - jechałem po "cywilnemu", a spod kół chlapało brzydkie błoto.
Fatalni kierowcy, głównie z rejestracjami wrocławskimi. Mijali "na gazetę".
Komentarze (11)
To był piątek, około 10 - wszyscy w szkole lub w robocie ;)
profesor, ja już dwa razy przejeżdżałem przez Wzgórza Trzebnickie. Pierwszy raz, gdy jechałem sobie do Wrocławia z Leszna, a drugi, gdy w długi rejs wybrałem się ze Szczecina.
Z tablicami to pewnie przypadek, ale tym razem wszyscy gazetowcy mieli DW, natomiast ze wspomnianych wcześniej eskapad w pamięć (in minus) zapadli mi DGR i DTR właśnie.
Wrocław to dżungla i tu trzeba się przyzwyczaić do jazdy z tulącymi do nas autami. Jak to już zrobisz to całkiem fajnie można tu pokręcić. Z wypowiedzią, że kierowcy na rejestracją DW są najgorsi całkowicie z Tobą się nie zgodzę, ponieważ już trochę jeżdżę po tym miasteczku i jego okolicach i jeżeli kogoś się wystrzegać to szczególnie kierowców na DTR ci to potrafią dopiero zrobić różne dziwne manewry.
Szkoda, że nie pociągnąłeś trochę dalej na północ w okolice Trzebnicy tam jest wiele uroczych dróg na Wzgórzach Trzebnickich.
Podyplomowe studia specjalizacyjne - papier, który, jak to bywa w takich przypadkach, jest niezbędny w pięciu się po szczeblach kariery, że tak to malowniczo ujmę ;) Leci piąty semestr, w maju egzamin państwowy.