Już pod koniec lutego wymyśliśmy sobie, że na święta do Opola pojedziemy rowerami. A. obstawała przy tym, by jechać z Wrocławia, ja wolałem jakieś urozmaicenie, bo ze stolicy Dolnego Śląska do Opola jechałem. A tak i gmina by jakaś wpadła, i nowe drogi by się zobaczyło. W końcu stanęło na tym, że kupujemy bilety do Wrocławia, a wysiądzie się gdzieś po drodze - w Żmigrodzie albo Obornikach.
W Wielką Sobotę pociąg opuściliśmy w Obornikach i przez Trzebnicę, Oleśnicę (tu "kulinarny" postój na stacji benzynowej na hot dogi, który przedłużył się z powodu telefonów świątecznych), Bierutów (koszmarny odcinek od Oleśnicy - ruchliwa droga wojewódzka ze zniszczoną nawierzchnią), Minkowskie (boczne, puste i w większości gładkie drogi), Biestrzykowice (tutaj wymęczył nas długi podjazd po fatalnym asfalcie) do DW454, którą mkniemy do samego Opola, ciesząc się dobrą nawierzchnią i niewielkim ruchem. Kierowcy wyrozumiali, nawet nikt nie zatrąbił, mimo, że od Dobrzenia Wielkiego ignorujemy polbrukową DDRkę.
Naszą inspiracją były flaczki. Widzieliśmy je coraz bardziej gorące.
Komentarze (8)
Wzgórza Trzebnickie są wspaniałe :) Piękna średnia jak na jazdę z klamotami :)
Jurek, dla taaakich flaczków, czy to z Opola, czy z Buku mógłbym w miesiącu przejeżdżać nawet obwód kuli ziemskiej :P
Windę próbował rozkminić jakiś niepełnosprawny, ale mu się nie udało i musiał tłuc się po schodach. Droga z Obornik do Trzebnicy, jak i dalej, na Zawonię wspaniała :)
Oborniki!!! Uwielbiam. Żyła tam moja ś.p. Babcia, więc nie ma innej opcji. Dworzec po remoncie prezentuje się godnie (sprawdzałem), choć winda wymaga wyższej logiki. Trasa do Trzebnicy jest jedną z moich ulubionych - sami już pewnie wiecie czemu :)