Dość wcześnie rano ruszyliśmy się przejechać. Chcieliśmy zrobić kółko przez Lewin Brzeski i przed południem zamknąć się w 60 km, ale w międzyczasie A. odebrała telefon i okazało się, że będzie potrzebna w pracy. Zawróciliśmy więc z Gościejowic do Opola, skąd, już sam, zrobiłem sobie przejażdżkę fajną, leśną drogą, która 2 dni wcześniej została mi pokazana. Był to o tyle dobry wybór, że straszliwie wiało z zachodu i ja się w tym lesie przed wietrzyskiem schowałem.
Kolejne km to dojazd na dworzec w Opolu i przejazd z dworca w Szczecinie do domu.
Komentarze (5)
Dziękuję za namiary. Nie przepadam za naleśnikami może dlatego że jestem z krwi i kości poznaniakiem. I dla mnie plindze (plyndze , placki ziemniaczane) są nade wszystko (Uber alles). A już takie jak mede in babcia czy mama ... :-) Ale nic straconego ... w Opolu mieszka siostra mojej matki i ... . Nomen omen Kaczmarek , wielkopolonaka !!! :-) pozdrawiam
Ja Opole poznaję od niedawna. Poza DDRkami, takimi jak na foto, wszystko mi się tam podoba ;) W Czarnowąsach byliśmy w sobotę, ulicę 1. Maja zaliczyliśmy we wtorek, a kamionkę latem ;) A jak będziesz najbliższym razem w Opolu to polecam Ci lokal Młynówka z przepysznymi naleśnikami - nasz obowiązkowy punkt niemal każdego pobytu. Co ważne, można zjeść je także w wersji bezmięsnej :P
"Okupacja" Twojego bloga jest dla mnie przyjemnością ! Opole lubię ! Mam tam rodzinę . Ale znam z nazwy ul.1-go Maja , potem kamionkę (wyrobisko po kopalniane) i miejscowość Czarnowąsy . :-)