Planowaliśmy ten wypad od dłuższego czasu, w planach była fiszbuła w Nowym Warpnie.
Wyjechaliśmy dopiero około 11 - pobudka przed 10, więc wreszcie można się było wyspać. Trasa standardowa aż do Tanowa, gdzie pokazuję Agnieszce szutrowy objazd długich prostych na szosie do Dobieszczyna. Pamiętałem tę drogę w lepszym stanie, teraz powyłaziły małe kamyki i trochę rzuca.
Szosą do Dobieszczyna jedziemy kawałek i koło leśniczówki Zalesie zjeżdżamy na zamknięty dla samochodów asfalt w kierunku Jeziora Piaski. Zakaz jazdy zakazem jazdy, ale mimo wszystko wyprzedzała nas osobówka na tym odcinku - rejestracja PZL, więc zapewne uroki nawigacji ;)
Nad Piaskami krótki postój - zawsze wspominam tu nocną eskapdę na fotografowanie księżyca w pełni i wino wypite tamże przy blasku wyżej wzmiankowanego. Z Piasków szybko się ewakuujemy do Nowego Warpna. Wieje mocno z zachodu, co da się odczuć szczególnie na wjazdówce do miejscowości. W Warpnie objeżdżamy brzeg jeziora i wypijamy kawę z mlekiem. Odjeżdzamy bardzo szybko, bo podczas postoju człowiek od razu się wyziębia.
Kolejny etap to nowa DDRka do Rieth, a raczej tylko do granicy. Wybudowana bodaj dwa lata temu, gładka, asfaltowa aż do samego mostku granicznego. Tam, już po niemieckiej stronie, kończy się wysypanymi, pokruszonymi cegłami :) Przynajmniej raz jakaś odmiana :P
W Rieth pustki, zajeżdżamy do przystani, a potem kierujemy się na wieżę widokową. Imbiss po drodze niby zamknięty (brama), ale już okienko otwarte na oścież. Ki czort? :) Z wieży rzucamy okiem w kierunku wyspy Wolin, a potem zaczynamy powoli zbierać się w stronę domu.
Na odcinku po kolejce wąskotorowej przemiłe spotkanie. Krzysiek (monter), Mirek (srk23), Janusz i Jaszek jadą na swoich mega wypasionych "tłenty-najnerach" trasę szlakiem "Randow Kleinbahn". Pociskają już od rana, ale przez naprawdę dzikie ostępy :) Wymieniamy parę zdań, w tym słyszymy słowa podziwu na temat starszejpani, po czym ruszamy każdy w swoją stronę.
Następuje żmudne nakręcanie kilometrów ze świadomością, że w Sławoszewie, w gospodzie Zjawa coś zjemy. Najgorzej jest między Glashutte i Grunhof, gdzie przeszkadza bardzo silny i, co gorsza, zimny wiatr. W końcu jednak przekraczamy granicę, migusiem pokonujemy DDRkę do Dobrej i przez Grzepnicę docieramy do Sławoszewa.
Jedzenie bardzo dobre, zaświadczam, że od 11 listopada, kiedy byliśmy tutaj ostatni raz, nic się nie zmieniło. A. bierze zupkę piwną, a ja, podobnie jak ostatnio, kartacze w sosie grzybowym. Do tego fortuna mirabelka na spółę i można jechać dalej.
W domu meldujemy się około 18.30, z ciśnieniem podniesionym przez masy rolkarzy wokół Arkonki.
Komentarze (18)
Liczyłem, że E. ma różowy garnek :( przemalujcie go! ;>
strus, to masz dobrą okazję, żeby zrobić tę dwusetkę, bo tyle Ci pewnie wyjdzie ze Stargardu.
rmk, dziękuję za pochlebstwa ;)
Jaszek, właśnie, bardzo dawno nie było okazji widzieć się w takich okolicznościach. Swoją drogą wielka szkoda, że się BS`owo wypaliłeś, bo lubiłem Twoje relacje P. S. Wyglądał zupełnie jak tłenyty najner ;)
leszczyk, Jarro - kartacze z czystym sumieniem polecam, do tego piwko, bo mają dość fajny wybór ;)
Aa już wiem czemu w kasku - dla bezpieczeństwa po zupce piwnej i browarku (notabene Mirabelkowa Fortunka jest chyba najsmaczniejsza ze wszystkich). Paznokcie zrobione - można jeździć :)
Zawsze na trasie bardzo miło spotkać znanych i bardzo lubianych bikerów, dlatego raz jeszcze serdecznie Was pozdrawiam (szczególnie Agnieszkę, z którą mogłem po raz pierwszy spotkać się w realu.
...właśnie o tym mówię... jeśli o rejestracje PO (czyli "sam" Poznań) najczęściej mam rzadko obawy, gdy je widzę, to na przykład połączenie: BMW + PZ powoduje u mnie pięcioliterowe drganie serca...
Mnie PZL kojarzy się z busami wiozącymi pracowników za granicę - często mnie mijały na trasie Stargard - Szczecin, jadąc po tej dwupasmowej trasie 130 i więcej km/h. Zresztą jeden z nich rozbił się pod Stargardem kilka lat temu, były ofiary śmiertelne.