Kulinarnie po okolicy
MAPA
Planowaliśmy na dzisiaj dzień porządków w domu i z rowerami. Ale okazało się, że pogoda jest tak wiosenna, że grzechem byłoby siedzieć w chałupie. Postanowiliśmy pojechać więc na polecaną na łamach BS`a fiszbułę do Rieth, a konkretniej na jej odmianę o wdzięcznej nazwie "hackerle".
Po przebiciu się przez Park Kasprowicza, zatłoczony dziś do granic możliwości, co i niedziwne, pokonaniu nużącej prostej do Dobieszczyna przekraczamy granicę pod Hintersee. Na wlocie do tejże miejscowości spotykamy Mirka, z którym chwilę dyskutujemy. Przekazuje nam ponurą wieść, że w Rieth fiszbułý nie zjemy, zrobimy to za to w Altwarp. No niestety, aż tam to się nie wybieramy ;) Na szczęście pozyskujemy cenne informacje na temat tego, gdzie jeszcze można w Rieth dobrze zjeść. I jedno szczęście, bo imbiss jest faktycznie zamknięty (tam można zjeść tylko w piątki, weekendy i niemieckie święta).
Wybieramy lokal o nazwie Klagenfurt Caffe czy jakoś tak, mniej więcej na przeciwko kościoła, w podwórzu. W starym, ceglanym budynku mieści się kafejka serwująca ciasta własnej (podobno codziennej) roboty. Do tego kawa z ekspresu, no żyć nie umierać, choć fiszbuły trochę szkoda. Wybieramy wiśniowe i malinowe torciki, rezygnujemy z, zapewne niemniej pysznego, sernika i rabarbarowca. Stosowne fotografie poniżej.
Następnie, nieźle posileni, aczkolwiek wciąż niepełni, jedziemy przez nową DDRkę w kierunku Nowego Warpna, potem przy Jeziorze Piaski asfaltem aż do szosy Dobieszczyn - Tanowo, którą już dzisiaj jechaliśmy. Odbijamy jednak w szuter i do Tanowa docieramy przez Gunicę. Naszym kolejnym, oczywiście kulinarnym celem, jest polecana przez lokalnych rowerzystów Lawendowa Weranda. Cóż, jeżeli brać pod uwagę pierwsze wrażenia to Zjawa zostawia Werandę w pokonanym polu - raz, że bardzo długo czekaliśmy na złożenie zamówienia (prawie już wychodziliśmy), dwa, że na koniec okazało się, że z interesującej (i imponującej) karty dań niemal niczego na co mieliśmy ochotę nie ma. Ale, jak już wspomniała A. w swojej relacji, to co zamówiliśmy było bardzo dobre - ja wziąłem makaron z sosem pomidorowym, kurczakiem i suszonymi pomidorami, a Rzeczona sałatkę szefa.
Posileni i wreszcie najedzeni (przynajmniej ja) ponownie przez park wracamy do domu, gdzie wreszcie można oddać się porządkom ;) Udany dzień i takaż majówka ;)
















