Powrót z Parczewa

Poniedziałek, 2 maja 2016 · Komentarze(4)
Kategoria komunikacyjnie
Uczestnicy
Powrót z Parczewa do Szczecina. Rowerowo jedynie na przystanek osobowy w Parczewie, około 5 rano. Mięśnie za bardzo nie chciały pracować, głowa zrobiła swoje.

Szynobus z komfortowymi wieszakami do przewozu rowerów. Ludzi - jak na lekarstwo. Nie ma się co dziwić, 2 maja, wszyscy na urlopach.

Niestety, szynobus był jedynym pozytywnym akcentem transportu roweru. O 7.24 na lubelski dworzec wtoczył się TLK LUBOMIRSKI, który miał nas zabrać do Szczecina w wagonie 11. Wagon okazał się "zdeklasowaną" jedynką, co ma swoje plusy (6 komfortowych miejsc w przedziale), ale i olbrzymi minus - 0 miejsca na rowery! Przy prawie 12 godzinnej podróży!  Katastrofa, byliśmy podłamani, gdy to zobaczyliśmy. Dobre 15 minut zajęło nam instalowanie rowerów w przedsionku ostatniego wagonu. Mogę jedynie napisać, że jechałem bez paska od spodni, a w ruch poszły też koszulki i ręczniki, żeby nie podrapać lakieru (szczególnie Hanki, he he). Udało się - rowery stały bardzo stabilnie, nie przemieszczały się nawet przy hamowaniu i rzucaniu wagonu na nierównościach toru. Dostęp do kibla również był zapewniony. Spokój podróży psuło trochę to, że nie siedzieliśmy na swoich miejsach - system przydzielił nam fotele na przeciwległym końcu wagonu. Szczęśliwie nie było tłoczno. Ba, było wręcz luźno. I nie ma się co dziwić, bo pociąg jechał karkołomną trasą przez Kutno - Bydgoszcz - Piłę - Wałcz (!) - Kalisz Pomorski (!!!) - Stargard. Dodam, że ten odcinek od Piły do Stargardu nie był używany przez pociągi pospieszne od ponad 20 lat. A więc byliśmy wdzięcznym obiektem do zdjęć, tym bardziej, że był to drugi dzień kursowania tego składu. Ludzie w mijanych miejscowościach stali z rozdziawionymi buziami, efektownie wyglądało mijanie na pełnym biegu stacji i przystanków, na których do niedawna przystawały jedynie osobówki relacji Szczecin - Piła, a ponad sześć lat temu rosły tu na torach drzewka!

Podsumowując - dodatkowe atrakcje zniwielowały trudy podróży. Aha, jako ciekawostkę dodam, że mijany w Bydgoszczy LUBOMIRSKI w przeciwną stronę miał wagon rowerowy. Ot, PKP IC... ;)

Z dworca w Szczecinie jedziemy do domu przez bar Ariston - wynalazek A. Coś pysznego, tyle mogę rzec ;)


Komentarze (4)

Nawadnialiście się potem urynotonikiem? O losie :D

starszapani 20:51 środa, 4 maja 2016

W bidony... Aż tak źle nie było, ale mieliśmy przygodę tego "sortu" na kwaterce w Parczewie. Jedna łazienka, 10 osób... Bywa... ;)

mors - skandal polegał na tym, że gdy kupowaliśmy bilety (m-c temu) to przewóz rowerów (ograniczony) był dostępny i system przydzielił miejsca. Gdy sprawdziliśmy rozkład w dniu podróży to już tej opcji nie było :/ Byłem strasznie wściekły, mało brakowało, a wyładował bym się na "kier-pociu", ale na szczęście tego nie zrobiłem, bo przecież mógłby nas w najgorszym razie wysadzić z wagonu ;)

michuss 20:34 środa, 4 maja 2016

Masakra. Że też sprzedali Wam bilety na rowery... bo w rozkładzie chyba nie było napisane, że przewóz rowerów dozwolony?
Skoro było tak pusto, to ja bym brał rower na kanapę. Przynajmniej H. :)

mors 20:28 środa, 4 maja 2016

Najważniejsze, że dało radę się dostać do wuceta bo w przeciwnym razie musielibyście lać w bidony ;)

starszapani 18:01 środa, 4 maja 2016
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!