Wymiociny drwala w towarzystwie
Wczoraj wieczorem zauważyłem na fejsie, że Jaszek organizuje wyjazd nad Zalew Szczeciński na słynną już fiszbułę w odmianie hackerle. Ponieważ z A. mieliśmy zbieżne plany postanowiliśmy się przyłączyć.
Zbiórka na Głębokim o 10. Jesteśmy 10 minut przed czasem, czeka już monter, po chwili dojeżdża Janusz i Jaszek. W takim pięcioosobowym gronie suniemy do leśniczówki w Zalesiu, gdzie na parkingu stajemy na przerwę i jednocześnie czekamy na Wandę i Tomka, czyli "yogich". Wzmiankowani przyjeżdżają po krótkiej chwili, a po jeszcze krótszej ruszamy naszą ulubioną asfaltówką w głąb lasu. Do Jeziora Piaski jedziemy trasą, którą znamy bardzo dobrze, ale potem wjeżdżamy na drogę, której jeszcze nie pokonywaliśmy i tym sposobem do Nowego Warpna wjeżdżamy od strony Warnołęki, a nie Myśliborza Wielkiego. Kolejnym odkryciem jest fakt istnienia DDRki w samym Nowym Warpnie, którą omija się wąski i ruchliwy kawałek drogi wprowadzający do miasta. Eureka!
Najpierw, w związku z narastającym głodem u A., kierujemy się do knajpy - kawa, radler, lody, pierogi z jagodami, itp. Jednym słowem same pyszności. Ale to nie koniec konsumpcji. Ba, sam jej początek, bo przecież mamy dojechać do Rieth (czyli po polsku do Ryli, niezbyt fortunna nazwa, przyznaję) na hackerle. Okazuje się jednak, że fiszbuła wyznacza tor naszej wycieczki jeszcze w Nowym Warpnie, gdzie Wanda wypatrzyła budkę serwującą ten przysmak. Rzeczona skusiła się na śledzia z octu, a monter na solonego i ten drugi został oceniony gorzej.
Potem już spokojne toczenie się do Rieth, gdzie bez zbędnej zwłoki zmierzamy do Inselblick Imbiss - hackerle`owego królestwa. Pani od razu zabiera się za przygotowanie - nie miała wątpliwości, gdy zaraz po wejściu Janusz głośno zakrzyknął doń: "sieben!". Potem zamówienie zostało nieco skorygowane - ja na przykład skusiłem się na hackerle z sałatką ziemniaczaną z orzeźwiającym dodatkiem zimnego piwka (oczywiście oddzielnie) i był to moim zdaniem strzał w dziesiątkę. Choć przyznam, że wyglądało to na talerzu tak jakby obok sałatki ziemniaczanej porzygał się drwal ;)
Po zjedzeniu tych pyszności ciężko nam idzie zbieranie się do wyjazdu. Zasiadamy na murku, dyskutujemy, słowem robimy wszystko, by się jeszcze podelektować sjestą. W końcu jednak ruszamy i w ogólnej wesołości docieramy na kolejny postój - przy dawnym dworcu kolejki w Hintersee. Krótko później grupa rozdziela się - Jaszek i Janusz jadą przez Pampow, reszta w kierunku granicy w Dobieszczynie. Jeszcze tylko krótki postój na parkingu pod Zalesiem i jedziemy w trójkę (ja, A. i monter) do Szczecina. Rozjeżdżamy się każdy w swoją stroną pod Różanką.
Wspaniały wypad, super jest pojeździć w fajnym towarzystwie :)
















