Bez większej przesady napiszę, że mimo sięgania głęboko wstecz nie mam w pamięci podobnej walki z wichurą jak dzisiaj. Na Prawobrzeże rano jechało się jeszcze jako tako, choć na Moście Pionierów mocno mną miotało. Jednak to co działo się w drodze powrotnej przeszło wszelkie pojęcie - już na Przestrzennej toczyłem się zgarbiony przed siebie tak mocno dmuchało. Apogeum nastąpiło w okolicach Basenu Górniczego - do Estakady Pomorskiej, ile to - 300 m? - dopchałem się zdyszany. Musiałem szarpać się na stojąco. Prędkość? Piechura. Potem już trochę lepiej, ale generalnie pogoda niezbyt sprzyjająca eskapadom, szczególnie w kierunku na zachód.
Komentarze (8)
Piszesz "pogoda niezbyt sprzyjająca" - bardzo łagodne określenie, bo w ten sobotni, koszmarny dzień niewielu z nas wsiadło na rowery.
Dałeś radę, to się liczy. Widziałem film na YT jak kolarze podczas jakiegoś wyścigu schodzili z rowerów i siadali na ziemi, bo ustać nie mogli. O ile pamiętam to w Kapsztadzie było.