Z czerkawem i Arturem - Triathlonistą na północ

Niedziela, 14 maja 2017 · Komentarze(14)
Uczestnicy
MAPA

Plany na dziś nie były sprecyzowane. Luźno myślałem o wyprawie szlakiem O-N do Siekierek. Wczoraj wieczorem na fejsie odezwał się czerkaw i rzucił myśl o Nowym Warpnie. Ja dołożyłem fiszbułkę w Rieth i tak od słowa, do słowa doszliśmy do konsensusu. Choć z tej drugiej to akurat nic nie wyszło.

Spotykamy się o 10 przy kantorze na Placu Żołnierza (czerkaw przybył na rowerze z Marianowa!). Wymiana waluty po dość sensownym kursie i po chwili ruszamy na podbój Niemiec, przez Łęgi, bo czerkaw miał tam ważną sprawę. Na Wyzwolenia robi jeszcze zakupy - bułka i banan, które będą musiały mu wystarczyć aż do Ueckermunde.

Zbieramy metry na podjeździe pod Osów, szybko wytracamy je na Miodowej i dalej suniemy do Dobrej. Tuż za przejazdem drogi czołgowej na poboczu dostrzegamy rowerzystę, który coś montuje przy rowerze i rzuca w naszą stronę: "dokąd jedziecie?". Odpowiadamy, zgodnie z prawdą, że do Ueckermunde. "A ile to km?". Niezgodnie z prawdą rzucam: "Pięćdziesiąt" ;) Po chwili jedziemy już razem - nasz kompan to Artur, triathlonista pierwszej wody, na super rowerze, z bardzo fajnymi gadżetami, a i z nogą bardzo mocną. Chyba za mocną jak na takich dwóch leszczy jak my. No, ale chcąc, nie chcąc zabrał się z nami ;)))

Między Wołczkowem a Dobrą macham raźno do nadjeżdżających z naprzeciwka Kuby i Janusza. Ciekawe czy się zorientowali kto zacz? ;)

Granicę mijamy w Buku. Potem Artur sugeruje, by do Grunhof pojechać nie prosto przez Pampow, tylko przez Mewegen. Tak też czynimy, dokładając jeszcze parę nadmiarowych kilometrów do Rothenklempenow. Na podjazdach Artur maleje nam w oddali, bo takie przyspieszanie stanowi element jego treningu. My człapiemy wolniej, ale też wesoło :)

W Rothenklempenow wpadamy na landówkę do Hintersee i całkiem żwawo zmierzamy najpierw do krzyżówki na granicę, którą ignorujemy jadąc prosto, a potem w stronę Kcyni [Eggesin]. Jedzie się szybko, dbają o to Artur i czerkaw, a i ja momentami też dbam. W Eggesin miła niespodzianka, nie ma już bruku na wjeździe od strony Ahlbeck. Końcowy odcinek do Wkryujścia pokonujemy to DDRką, to ulicą. Nie wiem jak jest w przepisach niemieckich, ale mgliście pamiętam, że kiedyś koleżka tłumaczył mi, że szosowiec ma prawo w ramach treningu jechać po jezdni. A więc trenujemy.

W Ueckermunde z duszą na ramieniu zmierzam do słynnej kebabowni (jak to ładnie właściciel ujął na budynku "pizzeria - donneria"). Z duszą na ramieniu, bo nie pamiętam tak dokładnie lokalizacji. Na szczęście wystarczyło objechać rynek i charakterystyczna, półokrągła, szklana fasada pojawiła się za zakrętem.

Ja z czerkawem, jak na ultraszosowców przystało wciągamy po poteżnej rolce i zapijamy to niemieckim piwem o miłej kojarzącej się, a i proroczej nazwie Beck. Kolega - triathlonowiec lżej. Tylko piwo i miałem wrażenie, że z pewnym przerażeniem w oczach obserwował tempo w jakim nasze tureckie pizze znikały.

Potem za jego sprawą w podobnym tempie znikają kolejne kilometry. Najpierw do Ahlbeck, do którego jedziemy po śladzie, a potem do Rieth, do którego jedziemy asfaltówką, której nie miałem okazji zaliczyć, a jest bardzo, by tak rzec, miła ;)

Z Rieth do granicy problem, bo tam nasi dokładni, sumienni i w ogóle pod linijkę sąsiedzi zapomnieli o czterystu metrach jak mi tu z RWGPS wychodzi asfaltu. Czyli trzeba jechać po piachu. Kolega Artur na samym początku zalicza glebę. Otrzepuje się i podobnie jak my z czerkawem zadaje podstawowe pytanie: czy rower cały? Cały, można telepać się do granicznego mostku dalej.

Szybki przelot leśną DDRką do szosy dobieszczyńskiej i, tu zaskoczenie, nie w prawo, a w lewo. Do Nowego Warpna uzupełnić płyny, bo powoli się kończą, a na oparach Becka za daleko zajechać się nie da. W Nowym Warpnie zrobili co trzeba, potem objazd promenady, a na koniec szybka, jak na mnie, jazda do Dobieszczyna i dalej, jeszcze trochę szybsza, do Tanowa, przed którym łapie nas ulewa i pomrukująca w oddali burza.

Ostatni postój na przystanku w Tanowie. Zgodnie stwierdzamy po 5 minutach i dwóch telefonach, że nie ma co czekać dalej tylko trzeba jechać. Pożytek z tego postoju taki, że ja uspokoiłem się losami banknotów w portfelu (suche), a koledzy porozmawiali z kimś przez telefon. Po ruszeniu było ciężko - bardzo zimno, ale do Pilchowa byliśmy już rozgrzani, a dodatkowo ciśnienie podniosła nam słynna DDRka z najbardziej parszywej z parszywych kostki. Na Głębokim Artur odjeżdża do domu przez Wojska Polskiego - spieszył się, a my wciągamy jeszcze Miodową raz. Zjazd do Arkońskiej i dojeżdżamy do bazy.

Piękny wyjazd, oby częściej. Dla Artura podziękowania, bo mocno nas dzisiaj pociągał za uszy.












Komentarze (14)

Cholera, a już myślałem, że przeczytałem w końcu o kraju rowerowo idealnym... :)

Trollking 10:21 wtorek, 23 maja 2017

Tunia, dzięki, momentami było bardzo szybko ;)

Marek, święte słowa ;)

Artur - tam przecież nie ma jednego słowa nieprawdy ;)

michuss 04:29 piątek, 19 maja 2017

Z tą mocną nogą i leszczami to przesadziłeś ;)

arturex 09:30 czwartek, 18 maja 2017

ale tempo ! podziw !

tunislawa 22:50 poniedziałek, 15 maja 2017

Marek, wyście też do pieca w sobotę dołożyli z tym NW. Pozdrowienia! :)

michuss 20:34 poniedziałek, 15 maja 2017

Świetna traska dobre temoże tylko pozazdrościć
Dla mnie bomba ☺

marekburdzy 08:11 poniedziałek, 15 maja 2017

Dzięki za miłe słowa. :)

michuss 07:24 poniedziałek, 15 maja 2017

Kolejna wycieczka na świetnym dystansie w tempie dla mnie niewyobrażalnym - to już sportowy wyczyn. Oczywiście jak już wcześniej zauważył Kuba rozszyfrowaliśmy Ciebie a od siebie dodam, że podziwiam Ciebie nie tylko za kilometry i tempo ich połykania, lecz także za rzetelne opisy z trasy - aż chce się je powtórzyć.

jotwu 07:13 poniedziałek, 15 maja 2017

Ano zagłuszyły! Pozdrowienia! :)

michuss 06:58 poniedziałek, 15 maja 2017

Pisze Kuba z profilu Janusza ;) Ja odrazu wiedziałem, ze to Ty krzyknąłem cześć ! ale chyba samochody zagłuszyły ;) Pozdrawiam !

jotwu 06:51 poniedziałek, 15 maja 2017

Mieszkam w Buku od przeszło półwiecza i granicy z bratnim narodem niemieckim jakoś tu nie zdołałem przekroczyć !
Chyba że coś przeoczyłem ! :)

Jurek57 20:19 niedziela, 14 maja 2017

Jakby kolega Artur nie miał co zrobić z tym rowerem to... daj mu namiar na mnie :)

Wynik piękny, ale te niemieckie przepisy jeszcze piękniejsze :)

Trollking 20:17 niedziela, 14 maja 2017
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!