Wstyd przyznać, ale mimo, że mieszkałem tyle lat w Wejherowie nigdy nie byłem rowerem na Półwyspie dalej niż w Chałupach. Postanowiłem ten błąd naprawić. Postanowiłem już dawno, ale teraz celowo czekałem, by zrobić to po sezonie. Moim zdaniem opłaca się, bo aż boję się myśleć jak to wygląda przy wypoczywających tam tłumach.
Szczerze? Półwysep jest świetny, ma swój niepowtarzalny klimat, niedostępny chyba na żadnej innej części polskiego wybrzeża. Niestety sama droga dla rowerów pozostawia sporo do życzenia. Aż do Juraty, a więc sporo za połowę zbudowana jest z fazowanej kostki. Ciągłość zachowana niemal w pełni i to, jak się miało okazać w drodze powrotnej, od samego Pucka. Duży plus.
Od Juraty aż do Helu zmora dla "szoszonów". Nawierzchnię stanowi szuter i dziurawe kawałki czegoś na kształt betonu. Dla mnie było to jednak fajne urozmaicenie po kręceniu po tym polbruku. Widoki jednak wynagardzają wszelkie niedogodności związane z jakością tej DDRki :) Zatoka jest często na wyciągnięcie ręki. Mija się porty: w Kuźnicy i Jastarni. Umocnenia, liczne obiekty wojskowe, szczególnie na tej części miedzy Juratą a Helem (pamiętam, że kiedyś, by wjechać do Helu trzeba było odstać swoje w kolejce po przepustkę!)
W Helu przejechałem się przez deptak, zajechałem do portu. Chciałem też zdobyć drugi raz w tym roku (pierwszy był w lutym z córeczką) koniec Polski - jednak ilość turystów i meleksiarzy na tym ponad kilometrowym odcinku drogi mnie zniechęciła. Przed wyjazdem zakupy w polo i żmudna walka z wiatrem aż do Władka.
Wracałem przez Puck, więc dzięki garminowi odkryłem DDRkę, która łączy te miasta. Jedzie się świetnie, cały czas Zatoka w zasięgu wzroku. Zaś z Pucka pojechałem moją ulubioną "szosą darżlubską", ale z dojazdem nie tak jak zazwyczaj przez Połczyno i Darżlubie, tylko od Brudzewa. Na tej szosie, to już tradycja, spotykam tłumy rowerzystów. Końcówka eskapady to zakupy w wejherowskim lidlu, który - tu miłe zaskoczenie - jest otwarty dłużej niż inne lidle.
Udany wyjazd. I dwie, nowe gminy do kolekcji! :)
Tytuł wpisu to pierwsze słowa kaszubskiej, skocznej piosenki "Tu je naszo zemia" - ciekawe czy zrozumiecie tekst: KLIK
Komentarze (13)
Z duża dozą przyjemności przeczytałem opis tej extra wycieczki. Aż żal, że dla mnie to już "koniec Polski". Bardzo długa wycieczka i jak widać ze zdjęć nawet pogoda Tobie sprzyjała - wiatr na Helu to już chyba norma. Gratuluję i pozdrawiam.
jak wypoczywałem w Karwieńskich Błotrach zdobywałem tamtejsze tereny dopisując gminy do kolekcji. Korzystałem z szosy, dróżki rowerowej unikając jak ognia - i to pomimo, że nie miałem jeszcze roweru szosowego. Nikt mnie nie haltował, niektórzy tylko trabili (przeważnie ci z Warsiawy). :) Tez trudno mi pojąc jak mogłeś przez tyle lat nie spenetrować rowerowo Półwyspu - i też jestem ciekaw, jak tam z Twoim kaszubskim jest.
To pewnie prawda. Ja przemykałem w "sezonie" i mnie shaltowali gdzieś w połowie drogi "tablica Hel - Hel" :) Oni tam muszą mieć jakiś monitoring antyszoszonowy :)
Hel jest piękny, ale dla szosowców to prawdziwy hell :) Ja ledwo crossem przejechałem, a i tak szlag mnie trafiał. Za olewanie "drogi rowerowej" z Twojego trzeciego dostałem rok temu pouczenie od policji (na szczęście tylko tyle).
Oj, jakby tam było cudownie bez tych "udogodnień" rowerowych!! :)