Po Puszczy Wierzchucińskiej
Dzisiaj pojechałem zagłębić się w głuszę Puszczy Wierzchucińskiej lub Lasów Lęborskich - zależy jak patrzeć na granice tych dwóch kompleksów leśnych. Nie do końca udało się przejechać wszystkie zaplanowane drogi - w lesie jest pełno wody, wręcz momentami płynęła wartkimi strumieniami, tak zwyczajnie, prosto po ściółce. Jednak główne punkty planu zostały zrealizowane. Jednym z nich był stary, poniemiecki cmentarz w Salinie wraz z odrestaurowaną kaplicą, gdzie znajdowały się jeszcze w latach dziewięćdziesiątych dostępne dla każdego (ale próżne) trumny właścicieli Salina.
Obok cmentarza sfotografowałem przepiękny dwór, który powstał w XVIII wieku - nie wiadomo więc czy jest to zasługa rodziny Lipińskich, która "urzędowała" tam od 1748 (za tym przemawiał by styl - połączenie polskiego dworu z pomorskim budownictwem ryglowym), czy też rodziny Rexinów, do której Salino należało od 1762 roku. Na pewno ci drudzy postawili rodzinną kaplicę na pobliskim cmentarzu.
Sama wizyta w ponurej, listopadowej aurze na zdewastowanym niemal do szczętu cmentarzu (i później na kolejnym, znalezionym przypadkowo w samym środku leśnej głuszy) daje do myślenia. Co po nas zostanie? Przecież nic więcej co po tych zapomnianych salinianinach. Co to "tu i teraz"? Jedynie chwilka. Jak śpiewa Kasia Nosowska:
Potrzyj palce dwa
Tyle to trwa
Tyle życia masz
Jesteś jak sen
Drzemka z której świat
Obudzi się
I będzie trwał...

























