Dobieszczyn w towarzystwie
Na dzisiaj wreszcie udało się umówić z Braćmi (jurektc i marekburdzy z BS`a) oraz z ich kompanem, Damianem. Ostatni też z BS`a, nick taki sam jak imię :)
Na punkt zborny ruszam z godzinnym zapasem. Muszę przejechać w poprzek całe miasto. I udało się czas wyliczyć idealnie (prawie, bo po drodze miałem nieplanowany postój na wymianę baterii w garminie oraz ślimaczyłem się w niedośnieżonym Parku Kasprowicza), dojeżdżam minutę przed czasem :)
Po krótkiej dyskusji ruszamy. Początkowo celem jest Nowe Warpno zgodnie z planem Jurka. Śmigamy, moim zdaniem, dość żwawym tempem. Zmierzamy do Dobieszczyna przez Buk i Stolec. Na krzyżówce dobieszczyńskiej zapada decyzja, by trasę nieco skrócić, poniekąd z mojego powodu, bo na miejsce zbiórki i z powrotem mam 40 km ;) I chyba dobrze się stało. Zaraz za wsią stajemy we wiacie leśnej, gdzie Marek, ponoć zgodnie z tradycją, raczy nas gorącą herbatą z teromosu :) Robimy sobie też pamiątkowe selfie i po krótkiej chwili śmigamy dalej, jadąc w ten sposób, że każdy z każdym ma okazję zamienić kilka, jeśli nie więcej słów :)
W Tanowie zatrzymujemy się przy sklepiku, a potem do Głębokiego zmierzamy drogą okrężną przez Sławoszewo i Dobrą. Tempo spokojne, mi jednak pasuje. Nad jeziorem krótkie pożegnanie i każdy rozjeżdża się w swoją stronę. Ja jadę z Damianem i razem docieramy aż na Ku Słońcu, po drodze odbywając postój na Shellu, gdzie podładowuję akumulatory prince polo i colą.
Końcówka trasy, w samotności, już z muzyką w uszach. Zahaczam o Dąbie i ponownie, tak jak wczoraj, do domu zawijam przez Klucz, przez lichą ulicę Kołowską.
Chłopaki, dzięki za wspólną eskapadę :)












