Rano, przed pracą krążę w poszukiwaniu Wyborczej, do której dołączony był kalendarz ze świetnymi zdjęciami Adama Wajraka. Udaje mi się dopiero na shellu, bo w obu kioskach na Wyszyńskiego nakład był już wykupiony.
Po pracy zajazd na piwo i słynne, batatowe frytki do Ceglanej - w cywilnych ciuchach. I w nich, niestety, powrót potem aż na Podjuchy. Było rześko :)
No to przynajmniej nie miałeś chwili zwątpienia, bo mnie w ostatniej chwili olśniło, że przecież można zajechać na stację benzynową :) Już czeka na swoje miejsce na ścianie.