Kap Arkona
Sobota, 8 sierpnia 2020
· Komentarze(4)
Kategoria wycieczka
Planowana od kilku tygodni wyprawa doszła do skutku. W pierwszy dzień pobytu na Rugii pojechaliśmy z Anią na Kap Arkona.
Startowaliśmy z Trent, skąd po 4 km rozgrzewce docieramy na prom. Przeprawiamy się na przeciwległy brzeg (wciąż pozostając w obrębie samej Rugii) i zmierzamy wzdłuż zatoki Wieker Boden do miejscowości o tej nazwie (Wiek). Tamże chłodne piwko, relaks i w dalszą drogę.
Najlepszy fragment to oczywiście objazd północnego skraju wyspy. Najpierw przez pola, na których już pełną parą idą żniwa, potem przez nadmorski, bukowy las. Przy jednym z zejść widzimy zaparkowaną masę rowerów. Z boku ustawiamy swoje i idziemy się kąpać, a potem wysychać w słońcu. Pełna sielanka, inny świat ;) Po tej "rozpuście" trzeba jechać dalej, już na sam przylądek. Tamże dzielimy się "nadzorem" nad rowerami i schodzimy po długich schodach do podnóża klifu. Na koniec mijamy latarnię morską i wciąż podążając brzegiem powoli kierujemy się do samochodu zostawionego w Trent.
Od Wiek jedziemy po śladzie. Niestety jazda wzdłuż Wieker Bode nie jest już tak fajna jak rano, bo niemiłosiernie żrą komary, a do tego fruwa milion różnych innych owadów, pakując się nawet do ust.
Na prom, który był swego rodzaju barierą, bo pływa "tylko" do 20.50 zdążamy z prawie godzinnym zapasem czasu. Szczęśliwie mamy eurasy w gotówce, przeprawiamy się i wio do Stralsundu.


















