Stargard - Trzebiatów
Sobota, 6 sierpnia 2011
· Komentarze(2)
STARGARD-Klępino-Storkówko-Maszewo-Redło-Osina-Czermnica-Błotno-Unibórz-Ościęcin-Gryfice-Trzebiatów
Wyruszyłem dopiero koło 15 z racji ważnych obowiązków. Ponieważ z sentymentem wspominałem moją podróż do Trzebiatowa w kwietniu postanowiłem skorzystać z tej samej marszruty. Co prawda po drodze miałem parę pomysłów na urozmaicenie przejazdu, ale jednak pozostałem wierny kwietniowej trasie. Jak się okazało-słusznie.
Pogoda dobra-bardzo ciepło, a wiatr to z południa, to z południowego wschodu.
Postojów praktycznie nie robiłem, a to głównie z tego powodu, że tuż przed wyjazdem zjadłem przyzwoity obiad w domu.
Największą niespodzianką eskapady był 7 km odcinek między krzyżówką w Błotnie a rondem w Golczewie, który był wspólny dla mnie i dla Shrinka, zamierzającego dzisiaj pokonać tędy drogę z Międzyzdrojów do Nowogardu. Prawdę powiedziawszy w Błotnie zatrzymałem się na kilka minut przy sklepie i nawet chciałem posłać smsa z zapytaniem gdzie jest, ale zrezygnowałem uznawszy, że pewnie już dawno bawi w Nowogardzie. Jakże więc duże było moje zdziwienie, gdy na jednej z długich prostych majaczący w oddali rowerzysta zaczął przybierać coraz wyraźniejsze, shrinkowe kształty:) Koniec końców spotkaliśmy się na tym krótkim fragmencie, mimo że spotkanie nie było w ogóle planowane. Ciekawy zbieg okoliczności, a przy okazji okazja do wymiany paru zdań (no, parunastu, bo postaliśmy chyba jakieś dwadzieścia minut).
Dalej, jako odmiana od poprzedniej wycieczki pomiędzy Stargardem a Trzebiatowem była wizyta w moim ulubionym dyskoncie, czyli w lidlu. Oczywiście w Gryficach, a zakupiony został smaczny napój na bazie serwatki.
W Trzebiatowie jestem około 20. Przed 22 pokonuję jeszcze 3 km z małym hakiem do kuzyna i jego żony, czyli mojego miejsca noclegu (mapa tego nie uwzględnia, bo to wersja kwietniowa).



Wyruszyłem dopiero koło 15 z racji ważnych obowiązków. Ponieważ z sentymentem wspominałem moją podróż do Trzebiatowa w kwietniu postanowiłem skorzystać z tej samej marszruty. Co prawda po drodze miałem parę pomysłów na urozmaicenie przejazdu, ale jednak pozostałem wierny kwietniowej trasie. Jak się okazało-słusznie.
Pogoda dobra-bardzo ciepło, a wiatr to z południa, to z południowego wschodu.
Postojów praktycznie nie robiłem, a to głównie z tego powodu, że tuż przed wyjazdem zjadłem przyzwoity obiad w domu.
Największą niespodzianką eskapady był 7 km odcinek między krzyżówką w Błotnie a rondem w Golczewie, który był wspólny dla mnie i dla Shrinka, zamierzającego dzisiaj pokonać tędy drogę z Międzyzdrojów do Nowogardu. Prawdę powiedziawszy w Błotnie zatrzymałem się na kilka minut przy sklepie i nawet chciałem posłać smsa z zapytaniem gdzie jest, ale zrezygnowałem uznawszy, że pewnie już dawno bawi w Nowogardzie. Jakże więc duże było moje zdziwienie, gdy na jednej z długich prostych majaczący w oddali rowerzysta zaczął przybierać coraz wyraźniejsze, shrinkowe kształty:) Koniec końców spotkaliśmy się na tym krótkim fragmencie, mimo że spotkanie nie było w ogóle planowane. Ciekawy zbieg okoliczności, a przy okazji okazja do wymiany paru zdań (no, parunastu, bo postaliśmy chyba jakieś dwadzieścia minut).
Dalej, jako odmiana od poprzedniej wycieczki pomiędzy Stargardem a Trzebiatowem była wizyta w moim ulubionym dyskoncie, czyli w lidlu. Oczywiście w Gryficach, a zakupiony został smaczny napój na bazie serwatki.
W Trzebiatowie jestem około 20. Przed 22 pokonuję jeszcze 3 km z małym hakiem do kuzyna i jego żony, czyli mojego miejsca noclegu (mapa tego nie uwzględnia, bo to wersja kwietniowa).

Żniwa pod Wisławiami© michuss

Okolice Osiny© michuss

Rondo przed Golczewem© michuss

U celu-wieczór w Trzebiatowie© michuss









