Dorohusk - Ślipcze
Tym razem pogoda na icm.edu.pl sprawdziła się niestety w 100% i już o 5 rano obudził mnie padający deszcz. Sytuacja do 7 się nie zmieniła i na dworzec dotarłem w deszczu (na szczęście niezbyt ulewnym).
Podróż z Lublina do kolejowego „końca świata”, czyli jednej z ostatnich stacji przed granicą ukraińską, Dorohuska odbyłem przy pomocy popularnej jednostki EN57. Rower jechał sam w tzw. „służbówce” na końcu składu. Ja nie miałem ochoty podróżować w tytoniowym, kolejarskim dymie, więc usiadłem w następnym przedziale, dzięki czemu miałem cały czas widok na rower. Czas jazdy to półtorej godziny-dzięki dobrej książce nawet nie zauważyłem jak minął.
Niebo w Dorohusku, podobnie jak w Lublinie i jak w mijanych miejscowościach zaciągnięte szarymi chmurami. Cały czas siąpi deszczyk.

Dorohusk - stacja kolejowa© michuss
Po pamiątkowej fotografii ruszam DW816. Jest 9.25. Wiatr wieje z południowego zachodu i z zachodu, więc utrudnia jazdę tylko w niewielkim stopniu. Z racji dość ciężkich sakw i kiepskiej jakości asfaltu nawet nie staram się zbytnio rozpędzić. Raczej koncentruję się na podziwianiu krajobrazów (które, nawiasem mówiąc, nie są jakieś szczególnie spektakularne). Żałuję, że pogoda nie jest lepsza, bo zapewne wyglądałoby to wszystko korzystniej. A tak smętnie nabijam kilometry, zatrzymuję się tylko, by założyć rękawiczki i pstryknąć symboliczną fotkę. Na mapę nawet nie zerkam, bo drogę mam w pamięci.

Za Dubienką w stronę Zosina© michuss

Matcze© michuss
Za Matczami, po odbiciu na Hrubieszów droga początkowo prowadzi przez las, a potem dość długim, monotonnym (prosta) podjazdem. Potem z kolei jest dość dużo z góry. Około południa melduję się w Hrubieszowie. Sprawdzam w komórce plan miasta i odszukuję lokalizację punktu, w którym mam odbyć szkolenie (wyjazd ma charakter służbowy). Po dojechaniu na miejscu zadaję sakramentalne pytanie-gdzie mogę się umyć? Odpowiedź zbija mnie z nóg, bo okazuje się, że w związku z budową obwodnicy od trzech dni w całym budynku nie ma wody:)))! Uzgadniam więc, że udam się do odległych o kilka kilometrów Ślipcz, gdzie mam wynajętą kwaterę w gospodarstwie agroturystycznym.

Nadbużańskie łąki© michuss
Na miejscu szybki prysznic, przepakowanie sakw (ściślej-zabieram tylko jedną, lekką) i z powrotem do Hrubieszowa. Tuż przed celem tego etapu mocniej zabiło mi serce. Tak stało by się z każdym, który trochę interesuje się koleją, gdyż zatrzymuję się przed zamkniętym przejazdem kolejowym na szerokotorowej linii LHS. Po chwili zza horyzontu wyłania się niesamowicie długi skład rosyjskich i ukraińskich wagonów, ciągniętych podwójną, ciężką lokomotywą spalinową. Efekt jest na tyle imponujący i wart obejrzenia, że nawet nie przeszkadza mi fakt, że pociąg porusza się z prędkością piechura, a szlaban zamknięty jest chyba przez dobre 20 minut.
Powrót wieczorem. Wyjeżdżam około 19.15 i, o ironio, zaczyna padać (od mojego dojazdu do Ślipcz niebo się nieco przetarło i zrobiło się sucho). Lekki deszcz po kilkunastu minutach przechodzi w dość intensywny i efekt jest taki, że docieram na miejsce noclegu porządnie zmoknięty.









