Trzebiatów przez Stepnicę
Sobota, 27 kwietnia 2013
· Komentarze(5)
Kategoria wycieczka
STARGARD-Żarowo-Smogolice-Poczernin-Zabród-Goleniów-Miękowo-Wierzchosław-Widzieńsko-STEPNICA-Rokita-Golczewo-Stuchowo-Świerzno-Cerkwica-TRZEBIATÓW
MAPA
Wyjazd o 7.45. Dojazd do Stepnicy ok. 10.20. Bez większych przygód, po standardowej trasie.
Po zrobieniu tego, co miałem do zrobienia postanowiłem nie wracać do Stargardu do domu, tylko odwiedzić wujka w Trzebiatowie. Oczywiście zaplanowałem to wcześniej, ale w sumie ostateczną decyzję podjąłem w Stepnicy – głównie z powodu pogody, bo prognozy zapowiadały deszcz, szczególnie rano, a i za ciepło też nie miało być.
Ze Stepnicy wydostałem się drogą, którą już pokonywałem kiedyś, z tym, że w odwrotnym kierunku. Kiepskiej jakości asfalt (szczególnie na odcinku od Zielonczyna do „trójki”), ale za to cały czas przez las i bardzo spokojnie (ruch samochodów śladowy). Za skrzyżowaniem z „trójką” to samo. Jazdę uprzykrzała mi pewna usterka, która męczy mnie od czasu ostatniego pobytu roweru w serwisie. Żeby go spokojnie przetransportować wyciągnąłem między innymi sztycę z siodełkiem. Po założeniu jej z powrotem od jakiegoś czasu zacisk niezbyt „trzyma”. Przez pewien czas było lepiej, ale podczas tego przejazdu problem wrócił, ostatecznie przekonując mnie do zmiany szybkozamykacza na tradycyjny zacisk.
Pod Rokitą fotografuję całkiem pokaźne stado żurawii. Trochę czują się nieswojo na mój widok i powoli oddalają się ode mnie, ale jednak coś tam udaje się uchwycić.
Od Rokity towarzyszy mi nieprzyjemny wiatr (wiało z północy). Do Golczewa dojeżdżam dość sprawnie, ale nieźle wychłodzony (mimo dwóch koszulek i bluzy). W mieście zatrzymuję się jedynie na zdjęcia i jadę dalej, w kierunku Stuchowa. Zaraz za ostatnimi zabudowaniami posilam się mlekiem z tubki i popijam wodą. Ten odcinek (do Stuchowa) dał mi chyba najbardziej w kość, bo wiało naprawdę mocno.
Stuchowo - Świerzno jest przez las, więc się podmuchów nie odczuwało, a potem zostało mi już tylko 22 km do celu. Wiatr raczej pomagał, chociaż różnie z tym bywało. Nawierzchnia do Cerkwicy fragmentami zniszczona, dalej idealna.
W Trzebiatowie melduję się koło 18. Teraz pozostaje już spełnianie obowiązków w rodzaju popijania zimnego piwka czy zjedzenia całkiem niezłej pizzy. :)
Zdjęcia:
1) Przy krzyżówce w Zielonczynie.

2) Żurawie pod Roktią.

3) Golczewo.

4) Cerkwica.
MAPA
Wyjazd o 7.45. Dojazd do Stepnicy ok. 10.20. Bez większych przygód, po standardowej trasie.
Po zrobieniu tego, co miałem do zrobienia postanowiłem nie wracać do Stargardu do domu, tylko odwiedzić wujka w Trzebiatowie. Oczywiście zaplanowałem to wcześniej, ale w sumie ostateczną decyzję podjąłem w Stepnicy – głównie z powodu pogody, bo prognozy zapowiadały deszcz, szczególnie rano, a i za ciepło też nie miało być.
Ze Stepnicy wydostałem się drogą, którą już pokonywałem kiedyś, z tym, że w odwrotnym kierunku. Kiepskiej jakości asfalt (szczególnie na odcinku od Zielonczyna do „trójki”), ale za to cały czas przez las i bardzo spokojnie (ruch samochodów śladowy). Za skrzyżowaniem z „trójką” to samo. Jazdę uprzykrzała mi pewna usterka, która męczy mnie od czasu ostatniego pobytu roweru w serwisie. Żeby go spokojnie przetransportować wyciągnąłem między innymi sztycę z siodełkiem. Po założeniu jej z powrotem od jakiegoś czasu zacisk niezbyt „trzyma”. Przez pewien czas było lepiej, ale podczas tego przejazdu problem wrócił, ostatecznie przekonując mnie do zmiany szybkozamykacza na tradycyjny zacisk.
Pod Rokitą fotografuję całkiem pokaźne stado żurawii. Trochę czują się nieswojo na mój widok i powoli oddalają się ode mnie, ale jednak coś tam udaje się uchwycić.
Od Rokity towarzyszy mi nieprzyjemny wiatr (wiało z północy). Do Golczewa dojeżdżam dość sprawnie, ale nieźle wychłodzony (mimo dwóch koszulek i bluzy). W mieście zatrzymuję się jedynie na zdjęcia i jadę dalej, w kierunku Stuchowa. Zaraz za ostatnimi zabudowaniami posilam się mlekiem z tubki i popijam wodą. Ten odcinek (do Stuchowa) dał mi chyba najbardziej w kość, bo wiało naprawdę mocno.
Stuchowo - Świerzno jest przez las, więc się podmuchów nie odczuwało, a potem zostało mi już tylko 22 km do celu. Wiatr raczej pomagał, chociaż różnie z tym bywało. Nawierzchnia do Cerkwicy fragmentami zniszczona, dalej idealna.
W Trzebiatowie melduję się koło 18. Teraz pozostaje już spełnianie obowiązków w rodzaju popijania zimnego piwka czy zjedzenia całkiem niezłej pizzy. :)
Zdjęcia:
1) Przy krzyżówce w Zielonczynie.
2) Żurawie pod Roktią.

3) Golczewo.

4) Cerkwica.









