Po pracy do biblioteki. Po świetne, a piszę to już z perspektywy więcej jak tygodnia czytania, "Ślepnąc od świateł" Żulczyka. "Polecam dzieciom" jak mawiał klasyk.
W drodze łapię niezły rarytas - pociąg na przejeździe na Handlowej!
Po pracy stały, od jakiegoś czasu, punkt, czyli wizyta w jednej ze szczecińskich knajp z jeloną i czerkawem. Tym razem wietnamczyk z Makao przy Rondzie Giedroycia. Pad thai - całkiem inny jak w Wejherowie, ale dało sie zjeść. A już zupa pekińska - rewelacja :)
Powrót do Słupska, skąd pociągiem do domu. Kolejny dzień wybitnej pogody, wprawdzie wiatr raczej nie sprzyjał, ale był na tyle słaby, że jechało się wspaniale. Na dworzec dojeżdżam na dwadzieścia minut przed odjazdem pociągu - idealnie.