Najpierw do pracy, a potem, dość żwawo przez Puszczę Bukową "na przestrzał".
W Starym Czarnowie fotografuję pozostałości po kolei w tej
miejscowości. Zaraz za wsią zaczyna prószyć śnieg. Z początku bardzo
drobny, niemal jak deszcz. Temperatura zero, więc wiadomo, że "u góry"
będzie mróz. I tak jest w istocie, już w Dobropolu jest -1, potem przez
chwilę spada do -2. A między Kołówkiem a Kołowem zaczyna się już
regularna śnieżyca. Droga robi się coraz bardziej biała i śliska, a już
najgorzej jest na Drodze Kołowskiej za skrzyżowaniem z Drogą Mazowiecką.
Biało. Wszystko pryska na boki, na szczęście ratują mnie błotniki. Choć
i tak po wniesieniu Mariana do przedpokoju momentalnie zrobiły się 3
duże kałuże - zdołałem opanować sytuację :)
A jako nagroda pad thai, a raczej wariacja na temat tego dania własnej produkcji. Pycha :)
Coraz częściej myślę o przesiadce na stravę i rezygnacji z BSa. Teraz dodano możliwość wrzucania zdjęć przez www...
Rano po raz pierwszy, z lekką obawą, zostawiałem Mariana przypiętego
pod lidlem. Ale ulock solidny, potężny, a zakupy jakoś zrobić trzeba.
Wyraźnie zimniej niż wczoraj.
Potem powrót z pracy pierwszy raz przy pętli Turkusowa, która jest
już węzłem przesiadkowym tramwajowo-autobusowym. A na koniec, po drugiej
pracy przejazd przez Dąbie. Znowu do lidla, ale tego trochę bardziej
oddalonego od domu. Wieczór taki przyjemny, że szkoda byłoby jechać
najkrótszą trasą. Znów dzisiaj wspinałem się Sąsiedzką.