Żal brać rower w ten pogodowy syf. Od rana padał mokry śnieg,
temperatura -1 oznaczała tylko tyle, że za kilka godzin to wszystko
zacznie się topić. I tak było - po południu jazda w mokrej brei,
strasznym syfie na zaniedbanej DDRce Prawo-Lewo. Natomiast rano, na
Zaleskich Łęgach scenaria iście bajkowa. Rower dojechał do pracy cały w
śniegu, ja się zdołałem otrzepać w czasie jazdy ;)
Powrót dość szybki, bez oglądania się na ten mokry gnój. W końcu do
czego jest rower jak nie do jeżdżenia? Do domu zawijam z wjazdem na
rondo przy Panoramie. Dodam, że przy Moście Pionierów trafiłem na
wyznawcę mojego motto na drogę powrotną, tyle, że nie na rowerze, a w
BMW, wywróconym na dach...
Bardzo duży mróz rano. Niby tylko o jeden stopień mniej jak wczoraj
(w czasie jazdy czujnik wykazywał -13), ale wiatr sprawił, że bardzo
dojmujące było to zimno. Po drodze zakupy w lidelku, a więc niestety
musiałem pominąć Zaleskie Łęgi.
Powrót na około, przez Dąbie, gdzie znów zakupy i znów w lidlu :)
Na Zaleskich Łęgach rano -12, przez krótką chwilę nawet -13, ale gdy
zatrzymałem się, by zrobić zdjęcie czujnik podskoczył znów na 12 :)
Powrót wieczorny przez Puszczę Bukową. Nie było mniej jak -10, ale miałem gorsze odczucia jak rano.
Słonecznie, sucho, rower nie łapie ani grama brudu nie licząc soli.
A na YT odkrycie - Duńska Orkiestra Symfoniczna wykonująca "standardy" Ennio Morricone. Wszyscy świetni, ale Pani Dyrygentka to już szczególnie. Rewelacja: KLIK