Wpisy archiwalne w miesiącu

Marzec, 2018

Dystans całkowity:1469.65 km (w terenie 36.00 km; 2.45%)
Czas w ruchu:66:16
Średnia prędkość:22.18 km/h
Maksymalna prędkość:59.20 km/h
Suma podjazdów:7117 m
Maks. tętno maksymalne:170 (89 %)
Maks. tętno średnie:130 (68 %)
Suma kalorii:36268 kcal
Liczba aktywności:24
Średnio na aktywność:61.24 km i 2h 45m
Więcej statystyk

D-Wyspa Pucka-P-Gumieńce-D

Poniedziałek, 19 marca 2018 · Komentarze(3)
Kategoria komunikacyjnie
Rano zdecydowałem się na podskoki po płytach na Wyspie Puckiej. I nie wiem czy nie jest to lepsze od jazdy nudną jak flaki z olejem Mieszka I. Tyle, że tam z kolei uroku dodaje kawałek przez Cmentarz Centralny. A tutaj dodatkowo do piekarni się zajeżdża i potem wraca niemal po śladzie.

Po pracy sprawa na poczcie i w serwisie telefonicznym, a przy okazji, grzech było nie skorzystać jak już rower zaparkowany, pasztecik w kultowym lokalu na Wojska Polskiego :)

Miałem w planach dłuższe jeżdżenie, ale... w domu została bateria do przedniej lampy. Krótko mówiąc musiałem się sprężać, by wrócić na Podjuchy za jasnego - udało się niemal na styk.





Wydmuchowa Widuchowa

Sobota, 17 marca 2018 · Komentarze(2)
Kategoria wycieczka
Ależ wiało. A ja pojechałem na odwrót jak zazwyczaj, czyli najpierw z wiatrem. Efekt? Po nawrotce w Widuchowej wyszeptałem jeno szpetnie i bezgłośnie: "O, jeb*ny!". Potem powtarzałem to wiele razy, niekiedy głośno, jak np. na pierwszym podjeździe za Widuchową w kierunku Dębogóry... Ale za to bezchmurnie, słonecznie, sucho. Hanka sama niosła, przynajmniej tam, bo w z powrotem chwiała się jakby wracała z wesela ;)




D-Gumieńce-PP-Słoneczne-D

Czwartek, 15 marca 2018 · Komentarze(6)
Kategoria komunikacyjnie
Nie miałem pieczywa do pracy, więc trudno - trzeba było pojechać przez Gumieńce i Cmentarz Centralny. Jechało się fajnie - zimno, ale za to wreszcie sucho i rower się nie uświnił (a wciąż jestem na etapie, że codziennie go czyszczę)... Szybki skok do pracy nr 2, potem jeszcze zakupy w Carrefourze i prosto do domu. Wszystko wskazuje na to, że do końca tygodnia to tyle, chyba, że uda się jeszcze wygospodarować czas w niedzielę po południu.


DPPD

Środa, 14 marca 2018 · Komentarze(3)
Kategoria komunikacyjnie
Najzwyklejsze w świecie DPPD. Jedyną ciekawą rzeczą oprócz kupionego w lidlu soku z kiszonej kapusty w kartoniku był zaparkowany na 3 kołach samochód na jednej z podjuskich ulic ;)

D-Gumieńce-PP-Dąbie-D

Wtorek, 13 marca 2018 · Komentarze(3)
Kategoria komunikacyjnie
Rano w padającym deszczu, a właściwie mżawce przez rondo Hakena, Cmentarz Centralny i piekarnię Reczyńskich do pracy. Dojeżdżam mokry, ale jest się gdzie wysuszyć.

Potem bez większych przygód.

D-Gumieńce-PDPD

Poniedziałek, 12 marca 2018 · Komentarze(7)
Kategoria komunikacyjnie
Rano zawijasem przez rondo Hakena, a potem przez Sikorskiego. Zaraz za Placem Kościuszki zrównuje się ze mną auto i miła Pani coś do mnie mówi. Wyciągam słuchawki i słyszę... że mam za wysoko siodełko, bo za mocno kołyszę biodrami. Mówię na to: "myśli pani?". "Nie myślę. Wiem". Kurde, zabiła mi ćwieka, bo w ostatnich dniach myślałem raczej o tym, by dać je lekko w górę... Hmm...

Potem z pracy do domu wpuścić hydraulika, a na koniec jeszcze kolejna praca, to już ostatni tydzień takiego kieratu. Najwyższa pora.
Aha, po drodze do pracy rano zajechałem do Piekarni Reczyńskich - tutaj jest najlepsze pieczywo w Szczecinie, a nawet, zastanawiał bym się, czy nie w Polsce. Ja lepszego nie jadłem, a pisząc te słowa już mi leci ślina na kolejne zakupy ;) Polecam solankę i rogala z makiem - wspaniałe są :)


Widuchowa przez Gardno

Niedziela, 11 marca 2018 · Komentarze(6)
Kategoria wycieczka
Po pracowitej niedzieli udało mi się wyskrobać trochę czasu na mini-wyjeździk. Ponieważ bardzo lubię trasę po DK31 - jest bardzo dobry asfalt, a ruch samochodów za Gryfinem niewielki wybrałem się do Widuchowej. Żeby dojazd urozmaicić w Radziszewie odbijam na Gardno, gdzie trochę męczę się z przeciwnym wiatrem. Potem szybki skok DW120 w kierunku Gryfina. Po pierwsze ta droga na krótkim odcinku w okolicy Wełtynia stanie się nieprzyjazna dla szoszonów (stoi już znak zakazujący ruchu rowerów i to mimo tego, że DDRka jeszcze jest nieukończona!). W obrębie samej wsi podobnie i tak samo na wyjeździe w kierunku Gryfina. Zaś na wjeździe od Gardna, tam, gdzie ten znak, wycięto drzewa i zrobiono coś na kształt autostrady. Masakra.

Na rondzie w Gryfinie baba na bezczela, patrząc mi w oczy wymusza pierwszeństwo, ale mi udaje się zmusić ją do zatrzymania, bo trzymając ręce na klamkach, gotów do reakcji to jednak ja zajeżdżam jej drogę. Jej mina bezcenna, ja niestety nie powstrzymałem się od wyraźnie wypowiedzianej, gorzkiej uwagi ;)

Potem poezja - przy zachodzącym słońcu do Widuchowej, zjeżdżam w dół do "centrum" wsi, a potem staję przy czynnym sklepie (szczęście niepojęte!), gdzie kupuję sobie puszeczkę DrPepper, która wystarcza akurat na dojazd do Podjuch, gdzie zapala mi się rezerwa ;)

Bardzo fajny wyjazd. Pierwszy tak wiosenny w tym roku. Cudo :)








Mescherin przez Binowo-Żelisławiec

Sobota, 10 marca 2018 · Komentarze(4)
Kategoria wycieczka
Sporo obowiązków, dużo zajęć, czas na rower dopiero po południu. Jadę znów do Mescherin, ale tym razem przez Puszczę Bukową i słynny, rzeźnicki bruk Binowo-Żelisławiec. Chyba trzeci raz jak tu od 10 lat jestem. Powiedziałem sobie dziś, że ostatni ;) Z czystym sumieniem wpisuję to jako "teren".

Szło wszystko dobrze aż do momentu, gdy na tymże bruku, specjalnie dla morsa ;), najechałem na duże szkło. To pewnie kara za "heheszki" z Mariana, która (wiedząc o Hance) chwilę wcześniej przysłała mi smsa: "A czy ten Twój nowy rower ma jakieś imię?" na co odpisałem, że oczywiście ma ;) Skończyło się na łataniu kapcia i przekonaniu, że te "szwalbe silento" trzeba jak najszybciej wymienić. Pod uwagę biorę marathony plus tego samego producenta i panaracer gravelking polecane przez Oskara, też mają wkładkę antyprzebiciową.

Po założeniu nowej dętki spokojnie kontynuowałem jazdę aż do Gryfina, gdzie zaopatruję się w akumulatorki - nie zadbałem o naładowanie swoich i musiałem kupować w jakimś zwykłym spożywczaku paluszki aro ;)

W Mescherin znów spokojnie i ładnie. Zajeżdżam nad Odrę, zachodnie ramię niemal bez lodu, na wschodnim cała masa śryżu.
Z Gryfina jadę bokami przez Żabnicę i Dębce do DK31 pod Dolaszewo. Po drodze zauważam wycięte cztery czy pięć wspaniałych, pomnikowych drzew chyba w Żabnicy. Kojarzyłem je z wcześniejszych jazd, zostały same pieńki :(

Końcówka trasy w dość zimnym deszczu, ale nie zmienia to faktu, że wiosna nadciąga nieuchronnie :) I super!

1. W Bukowej, w dole Droga Chojnowska.


2. Bruk Binowo-Żelisławiec. Wstrząsające wrażenia ;)


3. Pobojowisko.


4. Nad S3, w samym środku jakiegoś stravowego segmentu, o czym nie wiem ;)

5. Na moście w Gryfinie. Odra cała w śryżu.


6. Kościół w Mescherin.


7. Na przystani w Mescherin. W tle most graniczny.

DPPD

Piątek, 9 marca 2018 · Komentarze(3)
Kategoria komunikacyjnie
Rano przez Szczawiową - Tamę Pomorzańską. Pierwszy i ostatni raz: dziury, woda, syf na jezdni, w dodatku duży ruch. Lepiej chyba nadłożyć drogi przez Mieszka I i przy okazji jeszcze zahaczyć o piekarnię Reczyńskich ;)

Powrót w warunkach wzmożonej wilgotności powietrza, a wieczorem przez dąbskiego lidelka.

Marian pierwszy raz jedzie do Niemiec

Czwartek, 8 marca 2018 · Komentarze(12)
Kategoria wycieczka
Do pracy musiałem pojechać samochodem. Oczywiście trzeba było jakoś zaleczyć wyrzuty sumienia, więc po powrocie do chałupy i załatwieniu sprawy z hydraulikiem ruszyłem w trasę. Wieczorem ruch niewielki, więc Gryfino i DK31.

Jeszcze w Radziszewie psuje mi się humor i morale spada - coś stało się z manetką od przedniej przerzutki. Wrzuciłem na blat, ale zrzucić już nie mogłem. Dźwigienka chodziła luźno, jakby zerwała się jakaś sprężyna (linka przerzutki napięta). Zatrzymałem się na przystanku, ile się dało w tym mroku podłubałem, ale nic nie wymyśliłem. No trudno, trasa na szczęście dość płaska, więc i z blatu da radę przejechać.

W Gryfinie postanawiam się kopnąć do Niemiec, przez najgorszą wizytówkę jaką można sobie wyobrazić, czyli po koślawym polbruku łączącym dwa inne światy ;) Mescherin (czyli po naszemu Moskorzyn) uśpiony. Cicho i spokojnie. Robię rundkę nad Odrę i wracam z powrotem do Polski. Przed mostem jest ostry zakręt, droga aż błyszczy (zero stopni), ale "nasi" rajdowcy nic sobie z tego nie robią. Nieprzyjemne uczucie słyszeć za sobą wariata, który potrafi jedynie wciskać gaz do dechy.

W drodze powrotnej zajeżdżam na promenadę, tam można zrobić pamiątkowe foto, bo jasno. A potem już tylko przelot z powrotem do Szczecina - mija szybko, bo po prostu mija się wiochę za wiochą, w dodatku wiatr pomaga.

Pod klatką trącam przypadkowo dźwignię przerzutki od zewnętrznej strony i co? I bieg się zmienia... Dobrze :)