Do pracy musiałem pojechać samochodem. Oczywiście trzeba było jakoś
zaleczyć wyrzuty sumienia, więc po powrocie do chałupy i załatwieniu
sprawy z hydraulikiem ruszyłem w trasę. Wieczorem ruch niewielki, więc
Gryfino i DK31.
Jeszcze w Radziszewie psuje mi się humor i morale spada -
coś stało się z manetką od przedniej przerzutki. Wrzuciłem na blat, ale
zrzucić już nie mogłem. Dźwigienka chodziła luźno, jakby zerwała się
jakaś sprężyna (linka przerzutki napięta). Zatrzymałem się na
przystanku, ile się dało w tym mroku podłubałem, ale nic nie wymyśliłem. No
trudno, trasa na szczęście dość płaska, więc i z blatu da radę
przejechać.
W Gryfinie postanawiam się kopnąć do Niemiec, przez najgorszą
wizytówkę jaką można sobie wyobrazić, czyli po koślawym polbruku
łączącym dwa inne światy ;) Mescherin (czyli po naszemu Moskorzyn)
uśpiony. Cicho i spokojnie. Robię rundkę nad Odrę i wracam z powrotem do
Polski. Przed mostem jest ostry zakręt, droga aż błyszczy (zero
stopni), ale "nasi" rajdowcy nic sobie z tego nie robią. Nieprzyjemne
uczucie słyszeć za sobą wariata, który potrafi jedynie wciskać gaz do
dechy.
W drodze powrotnej zajeżdżam na promenadę, tam można zrobić
pamiątkowe foto, bo jasno. A potem już tylko przelot z powrotem do
Szczecina - mija szybko, bo po prostu mija się wiochę za wiochą, w dodatku wiatr pomaga.
Pod klatką trącam przypadkowo dźwignię przerzutki od zewnętrznej strony i co? I bieg się zmienia... Dobrze :)
Komentarze (12)
No kabelek ciągnął się wzdłuż rury pod spodem. oczywiście podwiązywałam go druciakami do kabla od hamulca (mam hydraulikę więc luz) - żeby nic nie zwisało :). Praktycznie cała instalacja była niewidoczna.
I co? Kabel ciągnie się wzdłuż górnej rury? Ja myślałem o rozwiązaniu Krzyśka Sobieckiego z forum, który ma fajną torbę topeaka "fuel tank" czy coś w ten deseń, przyczepiana z przodu, przy mostku, na górnej rurze. I tam chować baterię. A lampkę docelowo nie na kierownicy, tylko na uchwycie w miejscu, gdzie kiedyś normalne rowery miały światło ;) Taki mam plan.
strus, nie miał. Wszystko na nielegalu. Dobrze, że tym razem nie przez zieloną granicę jak to już w przeszłości bywało, np. w Kościnie ;)
Katana - to są SKSy longboard, on tak wygląda w oryginale, sięga prawie do samego podłoża. Z jednej strony trzeba uważać na krawężnikach, ale z drugiej, gdy jedzie się w błocie okolica suportu jest czysta, aż oczy ze zdumienia przecierałem. Kapeć był dzisiaj, o tym za chwilę ;)
Jurek, to jest bateria do lampki, widać nawet kabel, który z niej wychodzi.