m i c h u s s

avatar Na BSach przebyłem 133994.92 km z prędkością średnią 21.52 km/h.
Więcej o mnie.




Follow me on Strava




button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Maj, 2018

Dystans całkowity:1148.90 km (w terenie 65.80 km; 5.73%)
Czas w ruchu:51:03
Średnia prędkość:22.51 km/h
Maksymalna prędkość:50.00 km/h
Suma podjazdów:5061 m
Suma kalorii:28030 kcal
Liczba aktywności:19
Średnio na aktywność:60.47 km i 2h 41m
Więcej statystyk
  • DST 43.90km
  • Czas 01:57
  • VAVG 22.51km/h
  • VMAX 49.00km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Kalorie 1312kcal
  • Podjazdy 204m
  • Sprzęt Marian
  • Aktywność Jazda na rowerze

DPPD

Czwartek, 10 maja 2018 • dodano: 24.05.2018 | Komentarze 0

Kategoria komunikacyjnie


  • DST 51.50km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:26
  • VAVG 21.16km/h
  • VMAX 38.50km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Kalorie 1430kcal
  • Podjazdy 225m
  • Sprzęt Marian
  • Aktywność Jazda na rowerze

DPPD

Środa, 9 maja 2018 • dodano: 24.05.2018 | Komentarze 0

Kategoria komunikacyjnie


  • DST 27.70km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:19
  • VAVG 21.04km/h
  • VMAX 37.60km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Kalorie 734kcal
  • Podjazdy 88m
  • Sprzęt Marian
  • Aktywność Jazda na rowerze

DPD

Wtorek, 8 maja 2018 • dodano: 24.05.2018 | Komentarze 0

Kategoria komunikacyjnie


  • DST 42.80km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:56
  • VAVG 22.14km/h
  • VMAX 41.10km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Kalorie 1242kcal
  • Podjazdy 220m
  • Sprzęt Marian
  • Aktywność Jazda na rowerze

DPPD

Poniedziałek, 7 maja 2018 • dodano: 24.05.2018 | Komentarze 0

Kategoria komunikacyjnie


  • DST 119.80km
  • Teren 20.00km
  • Czas 05:05
  • VAVG 23.57km/h
  • VMAX 35.70km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Kalorie 3270kcal
  • Podjazdy 367m
  • Sprzęt Marian
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na obiad w Stepnicy

Niedziela, 6 maja 2018 • dodano: 07.05.2018 | Komentarze 4

Na obiad do znajomych. A jak się miało później okazać do znajomych znajomych. W drodze powrotnej, w Załomiu kawa u innych znajomych ;)))


Kategoria wycieczka


  • DST 13.70km
  • Teren 1.00km
  • Czas 00:39
  • VAVG 21.08km/h
  • VMAX 34.20km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Kalorie 327kcal
  • Podjazdy 24m
  • Sprzęt Marian
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do portu

Sobota, 5 maja 2018 • dodano: 07.05.2018 | Komentarze 0

Kategoria komunikacyjnie


  • DST 77.40km
  • Teren 26.10km
  • Czas 03:41
  • VAVG 21.01km/h
  • VMAX 42.40km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Kalorie 2050kcal
  • Podjazdy 386m
  • Sprzęt Marian
  • Aktywność Jazda na rowerze

Lubczyna

Czwartek, 3 maja 2018 • dodano: 03.05.2018 | Komentarze 5

1) Bieszczadzka tym razem wyjątkowo w dół.


2) Zapach bzu był głównym sponsorem wyjazdu ;)


3) Tutaj odpuściłem sobie przebijanie się przez zaporę i pojechałem do Lubczyny gruntówką przez łąki.


4) Marina w Lubczynie.


5) DDRka Dąbie-Lubczyna.


6) Księżnej Anny.


7) Świetna, przedwojenna architektura.


8) Świetny, przedwojenny bruk ul. Kołowskiej ;)

Kategoria wycieczka


  • DST 32.90km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:36
  • VAVG 20.56km/h
  • VMAX 44.40km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Kalorie 913kcal
  • Podjazdy 173m
  • Sprzęt Marian
  • Aktywność Jazda na rowerze

DPPD

Środa, 2 maja 2018 • dodano: 03.05.2018 | Komentarze 0

Kategoria komunikacyjnie


  • DST 319.90km
  • Czas 13:35
  • VAVG 23.55km/h
  • VMAX 50.00km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Kalorie 4919kcal
  • Podjazdy 1263m
  • Sprzęt Hanka
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wprawka do Podróżnika

Wtorek, 1 maja 2018 • dodano: 02.05.2018 | Komentarze 17

Kilka miesięcy temu zaproponowałem dawnemu, BSowemu Shrinkowi - Sebastianowi udział w organizowanym przez forum podrozerowerowe Maratonie Podróżnika (trasa >500 km, w tym roku niemal pod nosem, po terenie Pomorza Zachodniego). Ponieważ Rzeczony jeszcze do tej pory nie zrobił trasy >300 km ustaliliśmy, że kwiecień będzie dobrym momentem na pokonanie takiego dystansu. Korzyść z tego taka, że będzie można się przekonać czy w ogóle chce próbować mierzyć się z dystansem pół tysiąca km, a jeżeli tak na co będzie musiał zwrócić uwagę.

W sumie mógłbym już tu zamieścić konkluzję i zakończyć dalszy opis :) Okazało się, że nie tylko dobrze zniósł tę trasę, ale i oczywiście ma apetyt na więcej. Typowe. Jedyne, na co narzekał to ból karku, a i to dopiero po 150 km, ale to powinna być kwestia drobnej korekty ustawienia mostka lub siodełka.

Wyjechaliśmy niemal punkt 22 ze Szczecina i skierowaliśmy się dobrze znaną mi DK31 na południe. Już krótko po starcie dostałem wskazówkę co do zbyt wysokiego ustawienia siodła. Ponieważ sam czułem od jakiegoś czasu, że trochę za mocno napinają mi się achillesy na najbliższym postoju (stacja paliw w Żórawkach) opuściłem siodło i to ze 2 cm. Potem okazało się, że nadal jest trochę zbyt wysoko, a ja nie miałem dyskomfortu związanego z obniżeniem, więc przy okazji kolejnego zatrzymania (stacja w Widuchowej) jeszcze trochę poszło w dół. Tutaj też ubraliśmy się cieplej i zjedliśmy po białkowym batoniku. To był dobry punkt tego wyjazdu, mam na myśli to przestawienie siodła. Przypuszczam, że gdybym zrobił to przed BBT w 2016 to wróciłbym z achillesem w dużo lepszym stanie.

Od Widuchowej suniemy przez ciemne lasy i uśpione miejscowości na południe. Raz po raz muszę hamować Sebastiana, bo przyspiesza i odjeżdża mi dość znacznie. W końcu nie będziemy finiszować za 30 km, a za prawie 300... :/ Za Chojną odbijamy na boczne drogi. Najpierw przyzwoita wojewódzka do Cedyni, ale ją opuszczamy w Mętnie i skręcamy do Morynia. Tutaj trochę gorszy asfalt - jednak widać, że gdybyśmy jechali za dnia to widoki byłyby pierwsza klasa. Sporo tu pod górę, lekki kryzysik się wkrada, a to dopiero niecałe 70 km...

Na rynku w Moryniu zarządzamy 20minutowy postój. Trochę pijemy, Sebastian dokłada sobie kolejne warstwy - temperatura spada do 6 stopni. Ja wbijam się w "foliówkę" jak nazywam przeciwdeszczową kurtkę z deca. Zapewnia skuteczną ochronę przed zimnym wiatrem, z którym zmagamy się od samego początku. Na szczęście nie jest już tak silny jak za dnia, ale i tak trochę trzeba się z nim naszarpać.

Zaraz za Moryniem cud. Przeteleportowaliśmy się w ciągu 10 sekund o 5 km. Najpierw drogowskaz mówiący "Mieszkowice 10", a kawałek za nim odbija droga w prawo ze znakiem "Mieszkowice 5". Ślad prowadzi po niej, tam więc odbijamy. Tutaj nawierzchnia już wyraźnie gorsza. Aczkolwiek muszę nieskromnie przyznać, że wyznaczając ślad w dużej części "na czuja" wtopy większej nie zaliczyłem. Wręcz zauważę, że drogi były i fajne widokowo, i dość gładkie jeżeli idzie o nawierzchnię.

Z Mieszkowic do Sarbinowa odcinek dobry na nocną jazdę, bo wtedy nie widać koszmarnie długich prostych. Spokój, cisza, pełnia księżyca. Przez ponad 15 km nie wyprzedza nas ani jeden samochód. Przejeżdżamy przez ciche Boleszkowice, Chwarszczany z kaplicą templariuszy, do której NIE odbijamy z trasy. Raz po raz odpalona w telefonie strava dzwoni sygnalizując początek lub koniec segmentu.

W Kostrzynie planujemy popas. Początkowo naiwnie liczyliśmy na całdobowego McD, ale skończyło się na otwartej stacji statoil, czy jak one się tam teraz zwą. Rowery za oknem, na wysokości stolików, a my obżeramy się gorącymi zapiekankami, popijamy pepsi i po pół godzinie wychodzimy w najzimniejszy moment tego wypadu. Chwilę trwa rozgrzewka. Jedziemy malowniczą DK22 już prosto na wschód, kreśląc dolne ramię trójkąta. Po lewej stronie mamy Park Narodowy "Ujście Warty" - wrzask ptaków coraz głośniejszy, wraz z wschodzącym pomału słońcem. Sebastian barwnie rozprawia o remoncie swojej piwnicy, zregenerowani po "śniadaniu" mamy odnowione siły. Dystans zbliża się do 130 km, a my mamy wrażenie, że nie pokonaliśmy nawet 30. Spada na nas kilka kropel jakiejś mżawki, ale na szczęście szybko to przechodzi. Wytrwale przemy przed siebie, zatrzymując się na kilka chwil, by zrobić zdjęcie i potem, przy skrzyżowaniu na Sulęcin na mały popas z suszonymi morelami w roli głównej. Końcówka tego fragmentu, na kilkanaście km przed Skwierzyną to nużące, długie proste przez lasy. W końcu o 7 osiągamy orlen w samym centrum tego miasteczka. Obsługa sprawia wrażenie pracującej za karę, ale mając to w d*pie posilamy się tu "wrapem" oraz gorącą kawą z mlekiem. Ja dodatkowo wypijam na miejscu pół litra jakiegoś izotonika. Postój trwa 30 minut.

Miasto opuszczamy DW159 i od razu na wstępie dostajemy strzała w pysk. Okazuje się, że jest jakiś remont, a tablice sugerują objazd przez Międzychód (!) co zakrawa na żart. Decydujemy się ominąć bariery i sprawdzić na własnej skórze co oznacza krótka wzmianka w internecie o remoncie mostu na Warcie w Skwierzynie. Okazuje się, że przejazd rowerem jest możliwy, co też zadowoleni czynimy i chwilę później napieramy przed siebie zgodnie z planem. Wstający dzień, senna atmosfera, pojedyncze samochody i nieprzebrana Puszcza Notecka. To esencja tego fragmentu. Krótki postój robimy sobie na leśnym parkingu przy skrzyżowaniu z drogą ze Strzelec Krajeńskich. Znam to miejsce, bo w 2014 jechałem tędy do Wrocławia. Znów morele, znów izotoniki i 10 minut później odbijamy najpierw na północ, a za Strzelcami na północny zachód. I tu ponownie zaczynamy orkę z wiatrem w roli głównej, tym razem głównie bocznym, ale i czołowym momentami. Jedzie się jednak dobrze, konsekwetnie przed siebie. Dystans poniżej 100 km do mety też dodaje animuszu :)

Ostatni większy postój zaliczamy w Barlinku, gdzie ponownie chemiczne, orlenowe zapieksy i, tym razem dla odmiany, gorąca czekolada do picia. To świetnie stawia na nogi. Dzięki niej podjazd w Barlinku łykamy na raz i pokonujemy dość żwawo najgorszy kawałek całej trasy czyli boje z wichurą aż do samych Lipian. Ze dwa razy stajemy na wyprostowanie rzeczonego karku, w Lipianach fotografujemy atrakcje i potem puszczamy się pędem do Pyrzyc, gdzie jeszcze zdążyliśmy wchłonąć loda i kolejną porcję pepsi. To już praktycznie koniec. Jeszcze tylko dobrze znany kawałek po starej "trójce" do Starego Czarnowa, podjazd pod Dobropole i przejazd górą Puszczy Bukowej przez Kołowo po dziurach niemiłosiernych. Ostatnie zdjęcie przy głazie "Serce puszczy", a potem już tylko zjazd na metę. Wspaniały jak i cała wyprawa.

Wielkie brawa dla Sebastiana. Bardzo dobre towarzystwo. Optymistycznie patrzę na Maraton Podróżnika po tej wczorajszej eskapadzie. Tempo mieliśmy dość turystyczne, ale najważniejsze było dotarcie bez kontuzji z powrotem do domu.

Zdjęcia:

1) 22:52, Żórawki, tuż przed Pierwszym Obniżeniem Siodła ;)


2) 23:19, Dębogóra, mkniemy.


3) 1:19, Moryń, rak i meldowanie gotowości do odjazdu ;)


4) 3:07, granica Kostrzyna.


5) 5:00, gdzieś na DK22 między Słońskiem a Krzeszycami.


6) 5:31, DK 22, wstaje nowy dzień.


7) 5:50, DK 22, popas na skrzyżowaniu z drogą do Sulęcina.


8) 7:47, niemiła niespodzianka w Skwierzynie.


9) 7:49, przejechać przez most się jednak udaje.


10) 9.22, Noteć w okolicach Strzelec Krajeńskich.


11) 12:35, Lipiany.


12) 12:38, Lipiany.


13) 12:39, Lipiany


14) 15.17, ostatnia fota przy głazie "Serce Puszczy"