Rano chciałem jechać pociągiem ze Stargardu, ale okazało się, że mój "Koszalin" ma godzinę spóźnienia, więc wykorzystałem ten czas na dojazd do przystanku w Miedwiecku-fajnie tam: ciepło, ludzi nie ma, ptaków można posłuchać;)
Powrót z Grzędzic przez łąkę, potem jedna sprawa na dworcu i do domu.
Tradycyjnie już zmiana planów w drodze. Wyjechałem z zamiarem złapania pociągu w Zdunowie, a dojechać tam chciałem przez Kobylankę i dalej dziesiątką przez Płonię. Co prawda na dziesiątce na tym odcinku jest zakaz ruchu rowerów (ciekawostka-znak stoi tylko na nitce do Szczecina, na nitce do Stargardu według oznaczeń można jechać rowerem), ale korzystam z niej co jakiś czas, bo to zdecydowanie najszybszy sposób na dotarcie do Szczecina ze Stargardu. Dzisiaj jednak sprawy potoczyły się inaczej, a to za sprawą panów policjantów w nieoznakowanym radiowozie, którzy zatrzymali skuterek, który dopiero co mnie wyprzedził. Jako, że zdarzenie miało miejsce tuż przed Kobylanką postanowiłem nie ryzykować mandatu (wyglądało na to, że policja pojedzie do Szczecina) i ruszyłem dziewiczą dla siebie trasą przez Motaniec do Niedźwiedzia-raz zgubiłem drogę, straciłem jednak tylko 3 minuty. Po dotarciu do PKP Szczecin Zdunowo stwierdziłem, że nie ma sensu czekać tu 15 minut na pociąg tylko trzeba jechać prosto do roboty (wg wyliczeń wychodziło, że i tak się "lekko" spóźnię), co wcieliłem w życie. Do pracy dotarłem o 8.16.
W związku z wakacjami nieco zmienił się rozkład PKP i teraz nie mam już "komfortowego" pociągu o 7 ze Stargardu, tylko o 6:45 (jedzie aż z Koszalina), z zawsze zapełnionym palaczami i piwoszami przedziałem rowerowym lub o 7:15 ze Szczecinka (często sporo ludzi, a skład nie jest zbyt długi). Dlatego postanowiłem dziś, po raz trzeci w tym roku, pojechać rano rowerem aż do pracy. Na miejscu byłem po 1h21`, czyli o 3 minuty dłużej niż dwa wcześniejsze razy.
Powrót z racji pogody też w całości na rowerze, ale już trochę bardziej na około.
Rano szybka, spontaniczna decyzja-nie jadę na dworzec tylko prosto do pracy (ułatwia mi ją piękna pogoda). Na miejsce docieram po 1h18`, co jest moim rekordem na tej trasie (36,7 km). Jak zwykle najgorszy odcinek między Płonią a Kijewem-duży ruch, wielu mijających "na gazetę".