Złapałem gumę, ale na szczęście tuż przed PKP w Zdunowie, więc do pracy nr 2 dojeżdżam na czas, a, że miałem tam trochę mniej roboty to naprawiam dętkę.
Rano postanawiam dojechać pociągiem aż na dworzec główny-chciałem zobaczyć poziom Odry. Faktycznie, wody jest sporo, ale zdecydowanie mniej jak w pamiętnym październiku zeszłego roku.
W pracy odbieram przesyłkę z nowym, rowerowym nabytkiem. W piątek na allegro kupiłem "lemondkę" Tranz`a. Od razu ją zakładam, upychając na bokach kierownicy licznik i lampkę, a w drodze powrotnej testuję na odcinku do Dąbia. Odczucia mam mieszane, bo z jednej strony wielki klamot, ale z drugiej odczuwalne jest zwiększenie prędkości i, jakby nie patrzeć, urozmaicenie chwytu, które na pewno przyda się na długich dystansach.
Na dworzec w Dąbiu wpadam w ostatniej chwili i wskakuję w mój pociąg, którym dobijam do Grzędzic, a stąd już prosto do "drugiej" pracy.
Pogoda działa strasznie demotywująco. Rano, wyjeżdżając z domu na dworzec w Stargardzie pod nosem przeklinałem "upalny", pierwszy dzień czerwca. W drodze powrotnej z pracy dotarłem do Zdunowa-również zimno, a do tego momentami mży.