Pojechałem noworocznie po chleb do piekarni Reczyńskich. Okazało się jednak, że w ten dzień nie pracują, więc obszedłem się smakiem i wróciłem do domu zadowalając się moim ulubionym chlebkiem z Lidla, skąd inąd też niezłym ;)
Najpierw do portu, do mojej ex-pracy, gdzie miła pogawędka na tematy wszelakie. Potem do miasta - oczywiście do Reczyńskich po chleb.
W obie strony jechałem przez Wyspę Pucką i, co za tym idzie, nieprzyjemną ul. Floriana Krygiera. Na wyspie w stronę "do" jechałem po wale i to tak długo jak się da, po trawiastych wertepach także. A powrót po płytach. Niestetyż zauważyłem, że zniknął kultowy, wyspiarsko-pucki krzywy sklepik, gdzie od samego robienia zakupów można było dostać zawrotów głowy, a co dopiero pracując tam na co dzień. Dla pani ekspedientki to raczej zmiana na plus, minus dla atrakcyjności Wyspy.