Sfotografowałem "frygę", bo to jej ostatnie dni. Dzieło Maurycego Gomulickiego stanęło nieco ponad rok temu na placu Zamenhofa. Bączek miał być pierwszym elementem kolekcji "miejskich rzeźb". Od początku budził kontrowersje - nie podobał się chyba nikomu, "hejtowany" przez masy, głównie za rzekome niedopasowanie do otoczenia: ponurych, szarych, zabytkowych kamienic. Czarę goryczy przelał fakt kiepskiego wykonania. Na mrozie fryga zaczęła pękać - potem była systematycznie, raz na kilka tygodni naprawiana. Niestety bezskutecznie, po reperacji wkrótce znów były widoczne spękania. Od kilku tygodni już nikt się nią nie zajmuje, lada dzień ma zniknąć zupełnie. I... szczerze mówiąc trochę mi szkoda.
Rano na dyżur na BukowE. Potem powtórka - musiałem specjalnie pojechać do kota. Tak to bywa jak niektórzy biorą L4 :P
Wieczorem jadę do znajomych na... BukowO. Jedno szczęście, że te dzielnice leżą na przeciwległych końcach miasta. Od Podbórza przez las w ciemnościach - efekt taki, że przeoczyłem skręt i zamiast prosto na ulicę Kolonistów we wspomnianym Bukowie wyjechałem kilka km dalej na północ, w Przęsocinie. Bywa.