Po pracy załatwić różne sprawy, w tym oddać do biblioteki trzymający w napięciu reportaż Jacka Hugo-Badera "Krótki film o miłości" - rzecz o wyprawie po ciało Berbeki i Kowalskiego po pamiętnej, tragicznej ekspedycji na Broad Peak.
Wieczór spod znaku Mołdawii - najpierw na pokaz slajdów Janusza i jego brata z ich tegorocznej wyprawy do tego kraju (z małym udziałem Rumunii i Naddniestrza). A gdy wracam do domu i odpalam TOK FM zaczyna się właśnie audycja o Mołdawii.
To już ostatnie, tegoroczne podrygi na rowerze miejskim. Z końcem listopada zwijają je z ulic - będzie przerwa aż do marca. Będziemy musieli przeprosić się z tramwajami.
Po pracy na zakupy, tym razem nie w lidlu w Dąbiu, tylko w Carrefourze przy Struga. Specjalnie tak zrobiłem, bo dzięki temu mogłem zlustrować stan ulicy Wiosennej po remoncie, w tym wybudowanej tam, całkiem przyzwoitej, asfaltowej DDRki. Jednak ta infrastruktura rowerowa poszła mocno do przodu w ostatnich latach, szczególnie to widać i czuć, gdy trzeba się kawałek przejechać po koślawej, polbrukowej śmieszce z nastawianymi po środku latarniami.
Rano dogoniłem tramwaj, który spotkałem pod piekarnią - tuż koło niej jest przystanek. Potem musiałem jeszcze z buta przejść pół kilometra do stacji rowerowej. A mimo to udało się go na Bramie Portowej złapać. Wcale nie jechałem szybko, tak po prostu jest ustawiona sygnalizacja, że co skrzyżowanie tramwaj stoi w nieskończoność.
Po pracy załatwiłem jeszcze odbiór roweru, który został w pracy na Prawobrzeżu, a ja wróciłem jeszcze do Centrum w kombinacji miejski + tramwaj.
Na autobus w drodze do pracy, potem z tramwaju na dyżur na Bukowe i na koniec miejskim z Bukowego aż na Niebuszewo, prawie 13 km, a więc dotychczasowy rekord - wstrząsające przeżycie :P