Ostatni wpis w tym tygodniu. Jutro jadę jeszcze na chwilę do pracy, a potem już na pociąg do Świnoujścia. A w sobotę... A w sobotę, o 10.45 (późno!) podejmuję największe rowerowe wyzwanie w życiu. Mam zaszczyt startować w tegorocznym Bałtyk Bieszczady Tour. I mam zamiar ukończyć ten wyścig. Wierzę, że będzie dobrze, choć nie ukrywam, że trema jest spora, że tak dyplomatycznie to ujmę ;)
Pewnie większość czytelników tego bloga już to wie, ale... Na http://monitoringbbt.1008.pl/ będzie dostępny podgląd aktualnej pozycji zawodników. Ja jadę z numerem 20. Będę wdzięczny za każdego, dopingującego do jazdy (a potem pewnie walki o każdy kilometr ;)), smsa. Numer do wysyłania tychże: 505-801-675 ;)
Na dworzec, potem TLK Gryf, który zaskoczył mnie wagonem, a właściwie przedziałem rowerowym. Ale cóż po przedziale rowerowym, gdy jest przepełniony ;) Grunt, że w miarę dobrych warunkach udało się rower przewieźć. A tak w ogóle to planowałem to zrobić osobowym pociągiem, ale okazało się, że w święta kluczowa eskaemka na trasie Wejherowo - Słupsk nie kursuje...
Do pracy nr 1, a potem, niespiesznie, do pracy nr 2. Piszę "niespiesznie", bo zmieniły się godziny dyżurów i nie muszę gnać na 16.30 (i tak zawsze się trochę spóźniałem i wpadałem na oczekujących pod zamkniętymi drzwiami ludzi) tylko spokojnie, na 17. Przebieram się dostojnie i na luzie otwieram punkt piąta ;)))