Do, z pracy, sprawy na mieście, a na koniec kawka i ciasto u Tamary (córka brata mojej mamy, a więc najprawdziwsza kuzynka) w Policach. Stamtąd szybki powrót po zmierzchu. Miło :)
Po raz ostatni. Na kilka, mam nadzieję, że nie kilkanaście, dni muszę wziąć rozbrat z rowerem. Achilles pobolewa, do tego dochodzi obrzęk stopy. Robię sobie zimne okłady, smaruję altacetem, odciążam jak się da i... wolniutko, wolniutko schodzi. Oby jak najszybciej wszystko wróciło do stanu sprzed ostatniego dnia BBT ;)
Start dopiero o 10.45... Strasznie późno, miałem wrażenie zmarnowanego poranka. No, ale taki los debiutanta z wcale nie rewelacyjnym czasem z kwalifikacji. Późna godzina startu miała jednak dużo później swoje "plusy" - w sumie każdy wyprzedzany kolarz miał dodatkowo jakąś tam czasową przewagę nade mną, więc poprawiało to morale w czasie jazdy ;)
Najpierw z domu na dworzec, tam wciśnięcie się do zapchanego rowerami regio z Poznania do Świnoujścia. Potem spór wszystkich rowerzystów z "kierpociem", który w pewnym momencie rzucił, że zostaną najwyżej cztery rowery, a reszta wylatuje (udało się pana udobruchać), a na koniec przemiłe rozmowy z mimozą na tematy ogólnożyciowe oraz rowerowe.
Po dotraciu na miejsce szybka przeprawa, odbiór pakietów w biurze BBT, podpisanie listy i oświadczenia, przejazd na odprawę techniczną, po nim ulotnienie się, by nie tłuc się po Świnoujściu w ramach masy i na koniec przejażdżka na kolację w towarzystwie eranis i starszejpani. Oczywiście na promenadzie. Żarcie słabo wchodziło - stres zbyt ściskał żołądek.
Spać krótko przed 23. Noc wykorzystana należycie ;)