Miałem niezłą mobilizację przy jeździe ze Szczecina do Stargardu. Na godzinę przed odjazdem zauważyłem nadciągającą czarną chmurę. W momencie, gdy ruszałem była tuż tuż, więc cisnąłem ile sił, żeby nie zmoknąć. Udało się, suchy dojechałem do celu, ocierając się przy okazji o rekord trasy. ;)
Powrót spokojny, przy pięknej pogodzie. Aż chciało się delektować jazdą.
Wreszcie koniec szallllonego tygodnia. Dzień w dzień dyżury, na które za każdym razem dojeżdżałem (i wracałem) rowerem. Teraz tydzień odsapnięcia, a potem powtórka. Jednak możliwe, że już samochodem - rowerem spóźniam się minimum pół godziny, więc wyjścia innego nie widzę...
Kiepsko, bardzo kiepsko jechało się dziś ze Szczecina do Stargardu. Wyjeżdżałem w padającym deszczu, potem się rozpogodziło, ale jak na złość zatrzymał mnie ślimaczący się pociąg towarowy na Tczewskiej. Straciłem kilka minut, potem męczył mnie wiatr północno-zachodni. Apogeum nastąpiło za Zieleniewem, gdy skończyły się zabudowania z lewej strony. Z trudem utrzymywałem 18-19 km/h, a na wiadukcie nad S10 zaczęło lać. Nie miałem wyboru, musiałem założyć pelerynę, więc pod wiatr pchałem się w tej wielkiej płachcie. Do pracy dojeżdżam dość mocno przemoczony. Wynagradzam to sobie kilogramem dorodnych, słodkich, stargardzkich truskawek. :)
Wreszcie! Po tylu latach wyeliminowali bardzo niebezpieczne miejsce na DDRce miedwiańskiej, gdzie krzaki kompletnie zasłaniały widoczność na zakręcie. Już ich nie ma.
Droga powrotna przez "dziesiątkę", a to dlatego, że w pracy musieliśmy wykonać pilną operację ratującą życie, więc wyjeżdżałem godzinę później niż zwykle i chciałem jak najszybciej znaleźć się w domu.
Wyjątkowo, z powodu kilkudniowej zmiany rozkładu jazdy pociągów, jadę do Stargardu rowerem-podróż pociągiem efekt miała by taki sam (półgodzinne spóźnienie), więc wiele się nie zastanawiałem. :)