Kolejny dzień rowerowego maratonu-tym razem dojazd i powrót z pracy. Kolana, zwłaszcza prawe, dają już znać o sobie;)
Niebezpieczna sytuacja na DK3 za zjazdem z widzieńskiej asfaltówki. Przejeżdżam może 100 m od skrzyżowania, gdy zauważam, że w sznurze pojazdów ciągnących obok mnie, około 90 km/h znajduje się jeden "desperat", który chce zjechać na leśny parking, ale po lewej stronie. A z naprzeciwka taki sam sznur samochodów jadących nad morze. No i jak łatwo się domyślić wszyscy za tym próbującym skręcić ostro hamują. Widzę TIRa, który z braku miejsca ładuje się na pobocze. Za nim ktoś z piskiem opon niemal staje w miejscu. Szczęście, że byłem kilkadziesiąt metrów od tej sytuacji:)
W drodze "do" chciałem być sprytny i pojechałem od Poczernina do Przemocza na skróty przez pole i las-droga była w fatalnym stanie, rozjechana ciągnikami, głębokie błoto. W efekcie nie zaoszczędziłem ani trochę, a pewnie straciłem kilka minut. Po drodze jeden postój: przy zjeździe z DK3 w drogę do Widzieńska, gdzie straciłem dobre 3 minuty, żeby znaleźć lukę w sznurze samochodów ciągnących nad morze; potem jeszcze 2 minuty przed Widzieńskiem na pozbieranie i poskładanie telefony, który wypadł mi z kieszeni.
W drodze powrotnej postój w sklepie w Rogowie na puszkę cocacoli.