Wyjechałem z domu o 7. Niepotrzebnie, bo upały nieco ustąpiły, więc skończyło się na tym, że całą trasę przejechałem w bluzie, momentami było nawet chłodno.
Po raz kolejny sprawdziła się teoria, że poranne, niedzielne rowerowanie wiąże się z prawie całkowitym brakiem ruchu. Na wylocie ze Staragrdu aż do Strachocina minęło mnie jedno auto, a potem było jeszcze lepiej-od Ulikowa aż do Marianowo nie byłem wyprzedzany przez żaden samochód.
Wiatr, momentami dość silny, północny i północno-zachodni.
Pomiędzy Lipnikiem a Stargardem mijam kilku nadjeżdżających z przeciwka rowerzystów, którzy-jak mniemam-zdążają nad Miedwie, bo na dziś STC zaplanowało objazd trasy sierpniowego maratonu.
Co tu wiele pisać. W takim upale w tym roku jeszcze nie jechałem. Nawet w cieniu czuć było bijący od drogi "gorąc". Mało tego-za Dolicami asfalt na dużym odcinku drogi był w fazie półpłynnej, co wpłynęło na spory wzrost oporów toczenia.
Początkowo chciałem trasę poprowadzić od Dolic do Lubiatowa i dalej w kierunku Obrytej i wzdłuż wschodniego brzegu Miedwia, ale z powodu temperatury zmieniłem plany. I w sumie dobrze, bo warunki do jazdy były dziś, mówiąc delikatnie, średnie. A jutro ma być jeszcze cieplej.
Miłym akcentem była wymiana zmian z lokalnym rowerzystą w Suchaniu, który powrót z pracy umilił sobie piwkiem zakupionym w sklepie, w którym też tankuję, ale bez "procentów". Rozmowa dotyczyła dozwolonej ilości alkoholu, którą może wypić rowerzysta-współdyskutant stracił w zeszłym roku prawko za jazdę swoim bicyklem po piwie.
Być może pewnym nawiązaniem do powyższego akapitu będzie z kolei sytuacja, która zdarzyła mi się pod Barzkowicami. Nadjeżdżający z przeciwka samochód minął mnie i zatrzymał się po około 50 m (ja stałem racząc się akurat wodą). Potem cofnął, minął mnie po raz drugi, zatrzymał się, ruszył i zatrzymał na mojej wysokości. W środku był młody chłopak, rozmowa wyglądała tak:
On: Jesteś stąd. Ja: Można tak powiedzieć. (cóż za precyzyjna wypowiedź;) ) On: To jest wieża ciśnień? Ja: Nie, chyba wieża meteorologiczna. On: Aha, tu jest jakiś skrót do Gogolewa? Ja: Najlepiej jechać do Barzkowic i dalej na Czarnkowo. On: Wiem, ale pytam, bo jeszcze pół minuty temu jechał za mną kolega i teraz go nie ma. Ja: Nie wiem, żadnego skrótu tu nie ma, może sprawdź czy kolega nie wylądował w rowie. On: OK. Mam zasięg, nara.