Ponieważ dzień wcześniej było imprezowanie i samochód został w mieście musiałem po niego pojechać. Pół niedzieli dogorywałem, drugie pół się zbierałem, z nastawieniem, że jednak pojadę autobusem. Koniec końców wybrałem się jednak na rowerze, przy okazji zahaczając o komisję wyborczą gdzie zagłosowałem - po to by kilka godzin późnej poczuć rozczarowanie.
W mieście lody na Rayskiego. Tamże koncert jakiejś fajnej kapeli bluesowo-rockowej.
Kolejny epicki wyjazd, tym razem solo. Ale pod kątem przejrzenia trasy na wyjazd integracyjny. Tzn. sprawdzenia nawierzchni czy wszyscy dadzą radę spokojnie przejechać.
Zjechałem wkoło całą Wyspę Wolin. W końcu dotarłem nad słynne Jezioro Turkusowe i zaliczyłem wspaniały szlak (pieszy, ale przyjezdny dla rowerów) po południowej stronie, którym dojechałem praktycznie do samego Wolina, ocierając się jeszcze o sam brzeg Zalewu Szczecińskiego pod Płocinem. Wejście na Górę Gosań i wspaniały widok stamtąd na Bałtyk w pakiecie. Jedyne trudności były w okolicy Jeziora Turkusowego. Tam pieszy szlak rzeczywiście był pieszy, ale na bardzo krótkim kawałku, nie wiem, może kilkuset metrów max.