Pretekstem do wydłużenia trasy były zakupy w lidlu na Mieszka I. Stamtąd lekkim zawijasem do Przecławia, a potem już powrót najkrótszą drogą, przez Autostradę Poznańską.
Po pracy zajeżdżam do biblioteki. Oddaję opisywane już tutaj "Ślepnąc od świateł", a w zamian, bez większego entuzjazmu, "Szwedzkie kalosze" Henninga Mankella o trudnej relacji ojciec - dorosła córka. Miłe rozczarowanie, jak miało się okazać później.
Proszony obiad w zeszłym tygodniu nie doszedł do skutku, udało się więc teraz. Jak już wspominałem - znajomi mieszkają na końcu świata, trochę jak ja, ale całkiem przeciwległy koniec Szczecina. Wracałem - najkrótszą drogą - ponad godzinę i wyszło więcej jak 20 km.
W drodze "do", w ciemnościach oczywiście znowu zmyliłem drogę w lesie. Jednak w świetle lampy te wszystkie leśne przesieki wyglądają podobnie. Koniec końców wyjechałem dokładnie tam gdzie chciałem. W powrotnej drodze już naprawdę zimno.
Do Szczecina zawitała gościni z Wielkopolski - linuś. Umówiliśmy więc z "czerkawami" spotkanie, by podjąć ją godnie w rowerowym gronie na ziemi szczecińskiej. A, że przyjechała pociągiem to gdzie najlepiej? Oczywiście w Ceglanej ;)
Na spotkanie dojeżdżam z portu, a potem w chłodnej, "mżawkowatej" aurze wracam na Podjuchy.