Miałem zaproszenie na obiad do znajomych na Bukowo. W cholerę daleko i rowerem dojazd gorzej niż fatalny. Ale postanowiłem tam dotrzeć. Niestety - już w centrum, w drodze "do" zorientowałem się, że nie jest za wesoło z poziomem baterii do przedniego światła. Zdecydowałem, że jednak jadę. Ale jeszcze sporo przed celem bateryjka zaczęła sygnalizować, że poziom obniża się dramatycznie. Obniżyłem się i ja (a byłem już prawie w wysoko położonym Podbórzu) i na tych "oparach" spróbowałem dojechać z powrotem do domu. Udało się, choć na rzęsiście oświetlonych DDRkach w Centrum światło gasiłem. Znajomi niepocieszeni ;)
Na zdjęciach - stan ulicy Batalionów Chłopskich po awarii opisywanej wczoraj. Droga całkowicie nieprzejezdna, a na chodnikach tabuny pieszych drałujących na autobusy (jadące do Centrum) do Zdrojów. Oprócz tego - podświetlona na niebiesko Filharmonia, podobno z okazji święta cukrzyków czy coś w ten deseń ;)
Powrót na naprawionym Marianie. Miałem farta - na Batalionów Chłopskich przejeżdżam na chwilę przed wielką awarią wodociągową, która na 3 dni odcięła Zdroje od Podjuch. Byłem bardzo zadowolony, bo dzięki temu drogę miałem niemal tylko dla siebie. Ale wszystko co dobre kończy się szybko - w sobotę przejazd udrożniono. O jeden dzień później, bo miejscowe janusze rozjeździły w nocy warstwę bitumiczną (mimo stojących barier i znaków zakaz ruchu - w tym kraju powinien tam chyba stać żołnierz pod bronią i strzelać do niesfornych kierowców) i trzeba było przesunąć asfaltowanie o jeden dzień.
De facto powinienem rozbić tę przejażdżkę na dwie. A to dlatego, że na stacji rowerowej przy pętli Turkusowa zmieniłem rzęcha na jeszcze większego rzęcha - ten pierwszy miał niesprawne tylne światło. Ten drugi, jak się miało okazać, nie tylko ze światłem miał problemy, ale i z jęczącym potępieńczo suportem, dzięki czemu całe Słoneczne i pół Majowego wiedziało, że oto jadę do Bukbike`a odebrać z naprawy Mariana.
Dodatkowe święto, dzień tradycyjnej żarówki, spędziłem między innymi na rowerze. Aura znośna, choć drogi brudne i Hanka dostała trochę w kość. Tym bardziej, że i z nawierzchnią nie było różowo. Część dróg przejechana pierwszy raz. Przy okazji udało się zahaczyć o malowniczy fragment (Wirówek - Chwarstnica) nowej, słynnej DDRki z Gryfina do Siekierek.
Po pracy do biblioteki. Po świetne, a piszę to już z perspektywy więcej jak tygodnia czytania, "Ślepnąc od świateł" Żulczyka. "Polecam dzieciom" jak mawiał klasyk.
W drodze łapię niezły rarytas - pociąg na przejeździe na Handlowej!
Po pracy stały, od jakiegoś czasu, punkt, czyli wizyta w jednej ze szczecińskich knajp z jeloną i czerkawem. Tym razem wietnamczyk z Makao przy Rondzie Giedroycia. Pad thai - całkiem inny jak w Wejherowie, ale dało sie zjeść. A już zupa pekińska - rewelacja :)