Kolejne spotkanie z jeloną i czerkawem. I kolejne kulinarne. Tym razem wpadliśmy do Bro Burgers na Rayskiego, czyli miejsca, do którego przenieśli się chłopaki z foodtrucka stojącego (pod tym samym szyldem) na Bramie Portowej. Robili zacne burgery i nic się nie zmieniło. Poza tym, że jest teraz dużo więcej miejsca i można zjeść pod dachem. Czekałem na swojego "mandżura" prawie 40 minut, ale warto było.
Gości odprowadzam do Zdunowa na pociąg, a stamtąd już sam, przez Starą Drogę Bieszczadzką w Bukowej kieruję się do chałupy.
Szybka, popołudniowa przejażdżka na Hance. Nawrotka na stacji benzynowej w Widuchówku. Gorąco, ale znośnie - wyjazd dopiero około 18 godziny. Powrót po 20 i niestety już widać, że dzień powoli coraz krótszy... Wiatr zdecydowanie sprzyjał na powrocie, stąd masa pucharków stravowych na tym kierunku.
W nocy nad Trzebiatowem przeszła potężna nawałnica. Gdy ruszałem wraz z wujkiem około 9 drogi były jeszcze tu i ówdzie mokre. Dość silny wiatr zdawał się wiać z północy, ale po drodze okazało się, że wiał z całej gamy kierunków zachodnich ;) Jednym słowem przeszkadzał. Drogi od Błotna aż do Żółwiej Błoci tragiczne do bardzo tragicznych ;) Za Goleniowem zrobiło się słonecznie, drogę rowerową po wale za Lubczyną pokonuję już w upale. Jakoś około 16 melduję się w Szczecinie.