Końcówka weekendu z planami nie-rowerowymi, więc to ostatnia jazda w mijającym tygodniu. Kilka godzin później przez Pomorze przewaliła się potężna burza, której skutki będziemy obserwować przez lata...
Po pracy nieco okrężną drogą. W Zbychowie postój na klasycznego "kalipsiaka". Te lody wróciły ponoć po dłuższej nieobecności. Pamiętam je jeszcze z czasów, gdy miałem lat "naście". Niestety - albo są inaczej produkowane, albo już dzisiaj tak nie smakują jak wtedy... :(
Wykorzystana okazja by spotkać dawno niewidzianą koleżankę ze Szczecina. Popiliśmy (po 50 km w słońcu zimne piwko było wybawieniem), pojedliśmy i ruszyłem w drogę powrotną. Trasa tak urocza, że w obie strony jechałem niemal tym samym śladem. Przewyższeń - masa. Miałem wrażenie, że nieustannie jadę góra-dół-góra-dół. Rewelacja.
Ta wycieczka to ostatni wyjazd w tym tygodniu. W niedzielę spływ Słupią :)
Caly tydzień tylko standardowe DPD bez skoków w bok. Między innymi dlatego, że przez kilka dni czułem się gorzej i nie miałem chęci na wydłużanie przejażdżek.