Z domu do pracy na rowerze, przez Moście Błota i skrajem Rumi. Potem na Chylonię, skąd kolejką do Wejherowa załatwić sprawy w starostwie i na koniec jazda już lekko okrężną drogą przez Nowy Dwór Wejherowski, Borowo i przy rezerwacie Pełcznica do Przetoczyna. Tutaj przeoczyłem zjazd na Dąbrówkę i już nie miałem wyjścia - wspinaczka pod Częstkowo (tam się wyjeżdża na 208 m), potem tradycyjnie przez Sychowo, Gowino do Wejherowa i wzdłuż DK6 do domu.
Powrót na kołach. Ponieważ jechałem Hanką do BCT dotarłem/wracałem nie przez ścieżkę przy ciepłowni (aż roi się na niej od ostrych kamieni), lecz przez DDRkę na Unruga i rowerową estakadę. Potem przez łąki do Rumi i dalej przez miasto, to po lichych DDRkach to po jezdni. Od Redy po "szóstce". Od serwisu z buta, z dwoma rowerami pod rękę ;)
Na dogorywającym napędzie do nowej pracy. Chciałem wracać aż do domu, ale jazda pod wiatr przy tym strzelającym łańcuchu była zupełnie niemożliwa. Dotoczyłem się więc na kolejkę do Chyloni (rano też przyjechałem pociągiem), a w Wejherowie prosto do serwisu Pro-Sport na I Brygady. Wyznaczono termin na kolejny tydzień (!), ale na szczęście miało się okazać, że rower do odbioru był za 2 dni.