m i c h u s s

avatar Na BSach przebyłem 133994.92 km z prędkością średnią 21.52 km/h.
Więcej o mnie.




Follow me on Strava




button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 82.60km
  • Czas 03:38
  • VAVG 22.73km/h
  • VMAX 43.18km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Sprzęt Author Airline
  • Aktywność Jazda na rowerze

Poligon Drawski

Niedziela, 13 października 2013 • dodano: 13.10.2013 | Komentarze 7

IŃSKO-Linówko-Biała-Kozy-Ciemnik-Studnica-Ziemsko-Oleszna-Drawsko Pomorskie-Jankowo Pomorskie-Ginawa-Storkówko-IŃSKO

MAPA

Pomysł na ten wypad został podsunięty kilka dni temu przez Artura. Sebastian (Shrink) nieco go zmodyfikował, bo być w okolicach Ińska i nie zobaczyć Ińskiej Wstęgi to jak być na centralnym w Warszawie i nie spróbować drożdżówek prosto z pieca w jednym z pawilonów;)

Jeszcze w piątek byłem niemal pewien, że z wyjazdu nic nie wyjdzie – prognozy na ICM mówiły o niedzieli okraszonej obfitymi opadami i to od samego rana. Stopniowo wykresy jednak się zmieniały i w sobotę okazało się, że padać ma dopiero po południu. Wieczorem przygotowałem rower do przewiezienia na punkt zborny (parking przy raku w Ińsku, oznaczony „tylko dla klientów restauracji”, z tym, że wejście do restauracji zabite jest dechami).

Dziś rano pogoda była ok, spakowałem rower i ruszyłem do Ińska. Na miejscu stawiłem się około 8.20 i było to ciut za wcześnie (niezgodnie zresztą z umową, bo wiedziałem, że chłopaki ruszają z Nowogardu około 8). Krótko po mnie dojechali, w kolejności alfabetycznej, Artur, Radek i Sebastian.

Po zamienieniu kilku słów, zrobieniu pamiątkowego zdjęcia ruszamy w ustalonym kierunku, wcześniej zahaczając o pewien punkt w Ińsku, w którym sprawę załatwić musiał Artur.



Tempo od początku mocne. Trochę obawiam się o swoją przyszłość, bo w planach ponad 100 km. Jednak rozmowy na wszelkie tematy sprawiają, że człowiek zaczyna kręcić mechanicznie, koncentrując się na rozmowie. ;)

Od początku z Sebastianem nastawialiśmy się na zdjęcia. Tymczasem jedziemy tak szybko, że o żadnym postoju nie ma mowy. Ze zdumieniem spoglądam na licznik, który twierdzi, że przejechaliśmy już prawie 15 km, a ja mam wrażenie, że dopiero co ruszyliśmy spod raka. :) W końcu za mocnym podjazdem pod Białą, zaraz za wsią zatrzymujemy się na pierwsze zdjęcia:)





Krótko później kolejny postój, zaraz za Kozami – pstrykam fotkę Sebastianowi. Jak się później okaże będzie miał niebagatelne znaczenie w przebiegu dalszych wydarzeń :D

W końcu wjeżdżamy na Wstęgę Ińską. Warunki są świetne – co prawda jest mgliście, ale nie pada deszcz, a dzięki wilgoci zdjęcia wychodzą bardzo klimatyczne. Na tym odcinku zatrzymujemy się co chwila i focimy, focimy, focimy...



Podczas postoju nad Jeziorem Okole oczywiście kolejne zdjęcia, do tego kanapki (ja mam z salami, ale się nie chwalę, bo na pewno by mi zabrali) ;) Tutaj decydujemy o skróceniu pętli, ponieważ jest dość zimno, a połączenie z wzmożoną wilgocią to nie najlepsza mieszanka. :)



Dalszy ciąg Ińskiej Wstęgi to kolejne fotki, w końcu docieramy jednak do Ciemnika.





Tutaj, decyzją Artura, skręcimy na Studnicę. Droga jest niezwykle urokliwa: wąska, ale bez samochodów (jedyne auto toczyło się powoli w dość dużej odległości za nami). Po kilku kilometrach docieramy do skrzyżowania – skręt w lewo i szersza droga doprowadza nas do Studnicy, gdzie już zresztą z Sebastianem byliśmy przy okazji objazdu Jeziora Lubie (wówczas jechał z nami Bartek, Grzesiek i Hubert).

Postój przy miejscowym cmentarzu, gdzie zadbano o stare, niemieckie nagrobki. W tym miejscu z Arturem prowadzimy dysputę na temat silników Diesla. ;) Sebastian natomiast w tym czasie wypatrzył wielce kuszący drogowskaz „Rzutnia granatów” (to w ramach drawskiego poligonu) i oczywiście chwilę później ciągnie nas w paszczę lwa ;) Z tą paszczą to lekka przesada, bo dziś ćwiczenia się nie odbywały (o czym świadczy nie podniesiona do góry bomba, ustawiona przy wjeździe na teren poligonu). Jednak po zrobieniu zdjęcia, obserwacji miejscowych, którzy raźno podążają w głąb poligonu na grzyby zawracamy i normalną drogą, przez Ziemsko docieramy do amfiteatru (a raczej jego resztek) w okolicy Olesznej.





Tu kolejny postój na kanapki – zjadam ich aż dwie, nadal nie informując kompanów o wysokogatunkowej wędlinie, która w nich się znajduje ;) Popijam zakupioną wczoraj w Biedrze colą Dr. Pepper i radośnie obserwuję poczynania kolegów. :)



Kolejny etap to szybka jazda do Drawska Pomorskiego (przez skraj Mielenka Drawskiego, w okolice przejazdu kolejowego na drodze Drawsko – Kalisz). W samym Drawsku posilamy się w pizzerii, o ile dobrze kojarzę, Vendetta. Na szczęście nazwa nie okazała się prorocza i nie spotkała nas żadna, jak to malowniczo określał jeden z profesorów mojej olsztyńskiej Alma Mater, „rzadka przyjemność”. ;)

Po wyjściu z lokalu musimy stawić czoła opadom deszczu, które na chwilę ustają, ale za skrętem na Ińsko (a jechaliśmy „dwudziestką” przez Ginawę) nasilają się.





Przemoczeni docieramy do celu.

Niestety, okazało się, że (za moją sprawą) to nie koniec przygód. :( Podczas którejś z sesji zdjęciowych (wtedy nie wiadomo było której i czy w ogóle) musiały mi wypaść kluczyki od auta, których smycz splątała się z paskiem aparatu fotograficznego. Sytuacja wygląda więc tak, że auto jest, ale nie można się do niego dostać. Trafia mnie szlag. Na szczęście uczynny Artur, któremu z tego miejsca niezwykle serdecznie dziękuję, proponuje, by podjechać te 40 km (!) do Stargardu, wziąć zapasowe kluczyki, które mam w szufladzie i wrócić w celu rozwiązania problemu. Rower zostawiam u teściów Artura (bo nie miałbym z nim co zrobić). I jedziemy.

Po około dwóch godzinach „tryumfalny” powrót – najpierw po rower, potem chłopaki w aucie, a ja na dwóch kółkach docieramy na nieodległy parking. Emocje sięgają zenitu;) Czy się uda? Czy otworzę przywiezionym kluczykiem samochód? Czy w pilocie doń dołączonym działają baterie? Odpowiedź na ostatnie pytanie brzmi „nie”. Baterie nie działają, naciskanie pilota nic nie daje. Otwarcie drzwi przy pomocy kluczyka skutkuje uruchomieniem alarmu, ale, na szczęście, po włożeniu kluczyka do stacyjki wycie ustaje! :) Chłopaki odjeżdżają – dzięki mnie stracili dwie godziny czasu, ja spokojnie pakuję się do dalszej jazdy.

Jednak sprawa zgubionych kluczyków nie daje mi spokoju i postanawiam je... znaleźć:) Od początku miałem przeczucie, że to się uda. Obawiałem się jedynie, że zostały gdzieś na Ińskiej Wstędze, a tam znaleźć by je było bardzo trudno, bo co chwila się zatrzymywaliśmy.

Na pierwszym fotostopie, zaraz za Białą nic nie znajduję (miejsce dokładnie określiłem dzięki podglądowi zdjęć w aparacie). Ruszam dalej – kolejny postój to wspomniane przeze mnie rogatki Kóz. Wychodzę z samochodu, podchodzę do słupka, o który opierałem rower i... są! Leżą przykryte już liśćmi, na trawie. Przez krótką chwilę czuję się, jakbym wygrał milion w totolotka:) Jak mało czasem człowiekowi potrzeba do szczęścia;)

Dalsza droga mija mi już bez przygód i po piątej melduję się w Stargardzie.

Dziękuję za wspaniałą wycieczkę, towarzystwo, pomoc w podbramkowej sytuacji! Do następnego! :)
Kategoria wycieczka



Komentarze
Trendix
| 21:11 niedziela, 13 października 2013 | linkuj Michał super wycieczka i zdjęcia :) Szczęściarzu :)
tunislawa
| 20:35 niedziela, 13 października 2013 | linkuj my tak wczoraj z Joanną komórki w ogromnej trawie szukałyśmy ! ...na szczęście dzwoniła ...to trochę łatwiej ! że naprawde powinieneś grać w totka :)
michuss
| 20:22 niedziela, 13 października 2013 | linkuj shrink - nie pytaliście czy mam z salami to nic nie mówiłem. :p Z kluczami zgadzam się - cud.

tunia - dokładnie, mało do szczęścia człowiekowi trzeba, czułem się, jakbym wygrał milion w totolotka. ;)
tunislawa
| 20:20 niedziela, 13 października 2013 | linkuj niesamowite ! takie historie czynia nasze życie pięknym ! coś zgubić i cos znaleźć ...to jest to :))))
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!