Wczoraj późnym wieczorem wróciłem do domu z Wrocławia. Wstępnie ustaliłem sobie, że jak wstanę o 7 to pojadę na kebab do Schwedt ze "szczeciniakami". Ale wyszło jak wyszło - o 7 wybrałem przewrócenie się na drugi bok, a z domu wystartowałem grubo po 9.
Pojechałem na południe, bo chciałem zapewnić sobie powrót z wiatrem. Początkowo myślałem o Barlinku, ale jednak zmieniłem plany i odświeżyłem sobie drogę z Pyrzyc do Bań, którą dawno nie jechałem (konkretnie jechałem nią raz, kilka lat temu). Dłużyła mi się, bo wiatr trochę tu utrudniał jazdę, a już końcówka, na wysokości nowo wybudowanego kompleksu magazynującego zboże, gdzie było pod wiatr i jeszcze pod górę dała w kość. :)
Aha, w samych Pyrzycach byłem świadkiem pościgu policyjnego - najpierw minął mnie jadący +/- 120 km/h motocykl, który zresztą w taki sposób "kosił" zakręt, że musiałem ewakuować się na trawnik, a chwilę później mknący za nim radiowóz, też mniej więcej z taką prędkością. Mam nadzieję, że gnoja złapali.
Od Bań to już zupełnie inna jazda. Szybko, lekko i przyjemnie.
W Starym Czarnowie chciałem kupić sobie na archaicznym ce-pe-enie colę, bo tam kupowało się w okienku. Kupowało, bo stacja została zrównana z ziemią i budują nową. Nie mogę odżałować, że nie zrobiłem jej zdjęcia, bo była jeszcze z tych starego typu, taka jak w PRLu, z kultowymi, analogowymi dystrybutorami z nieśmiertelnym tekstem "Liczydło winno wskazywać zero". ;)
Końcówka na "oparach". Zjechałem się jeszcze dość mocno, bo ze względu na pogodę (konkretnie - tłok) chciałem sobie odpuścić DDRkę nad Miedwie i pojechałem "trendixowym" skrótem do Grzędzic, gdzie było dziś sporo mokrego, spowalniającego błotka.
W domu, podobnie jak tydzień temu, koktajl truskawkowy (niestety z mrożonych). ;)
Aha, to nie jest normalne, żeby pod koniec lutego jeździć w temperaturach 12-15 stopni... ;)
Komentarze (14)
Monica, dzięki :) Może źle to sformułowałem - nastrój ok (tak ogólnie), ale jakoś nie chciało mi się wczoraj pstrykać. Czasami, gdy mam wenę, to potrafię porobić masę zdjęć na krótkim wypadzie, a innym razem, tak jak wczoraj, nastawiam się raczej na łykanie km, które od czasu do czasu też ma swój urok. ;) No i, jak wspomniałaś, gdy pokonuje się kolejny raz tę samą trasę to już nie ma za bardzo co "focić". ;) Pozdrawiam! :)
Oooo a ja tej zależności nie zauważyłam, jak jadę sama to tez pstrykam, tyle że bardziej krajobrazy i swój własny rower ;-) No ewentualnie gdy mi się nie bardzo podoba to co widzę albo jest to wciąż to samo, to zdjęć jest mniej. To życzę Ci w takim razie lepszych nastrojów i towarzystwa, aby zaowocowały pięknymi zdjęciami :-)
Trendix: no właśnie widzę co napisałeś w swojej relacji. Fajna ta praca. :) Też byłem zdziwiony, że tyle wyszło, myślałem, że będzie coś koło 80-90 km. ;)
4gotten: halo, pobudka, właśnie przejechałeś ponad 200 km w lutym. To Ty jesteś w świetnej formie! :) Ja bym tyle na bank nie dał rady przy obecnej kondycji zrobić. A co mnie napędza? Jeżeli potraktować to dosłownie to dzisiaj był poweraid w kolorze niebieski, a jeżeli jako przenośnię to muszę dłużej pomyśleć i stworzyć jakieś poetyckie wyjaśnienie. ;)))