Dzisiaj krótko, bo musiałem wrócić z warsztatu, gdzie został samochód, do domu. Wiało jak cholera i jechało się nienajlepiej.
Zdjęcie. Po raz kolejny z kategorii "kulinaria", podkategoria "dania z krwi". Eranis jadła uwiecznioną zupę pierwszy raz w życiu, a ja po baaardzo długiej przerwie. ;)
Komentarze (18)
Się Starsza naczyta, naogląda, i kto wie, czy mi tego nie zaserwuje jak ją nawiedzę... ;)
Te suszone owoce i kacze wnętrzności wyglądają raczyj jak czyjeś członki ;D A po prawicy to co zacz? Kawior? Jeszcze większa makabra jeśli się nie mylę. Z drugiej strony nie spotkałam się z serwowaniem czerniny z kawiorem :D Ewentualnie może być to kasza jaglana. Tak czy siak, makabreska....
@yurek: w której Korei? :> @eranis: obawiam się, że możesz być niezrozumiana, albowiem większość czytelników nie żyła w czasach "podawania czarnych polewek". :)
A ja bardzo dawno czerniny nie jadłem i chciałem sobie przypomnieć smak (w pakiecie do wyboru dostaliśmy wzmiankowaną niżej, o niebo zresztą smaczniejszą, "brukiew"). Pamiętałem z lat pacholęctwa, że cz. zawsze średnio mi podchodziła, ale liczyłem na zmianę gustu. Nie nastąpiła.
Trudna sprawa rzeczywiście. Tym bardziej, że nie można zrobić przykrości gospodarzom i trzeba jeszcze udawać, że smakuje. Ale ja dałbym radę, jadłem już chyba gorsze rzeczy jak byłem w Korei. Nawet nie wiem co jadłem, ale wyglądało gorzej.
Hehehe. Tak, to jest czernina, Monika i mors trafili. A w zupie pływają suszone owoce i żołądki kacze. Dodam, że zgodnie stwierdziliśmy, że zupa z brukwi, czyli kolejny lokalny specjał, bardziej nam podchodzi. ;)