A. od wczoraj w Opolu. Jest więc teraz sporo wolnego czasu do zagospodarowania. W dodatku jakoś tak pusto... Więc trzeba było wymyślić jakieś zajęcie. Co by tu zrobić? Pomyślmy... Hmm... Może tak dla odmiany pojeździć na rowerze? ;) Dobre lekarstwo na wszystko.
Rano pojechałem do pracy wariantem okrężnym, przez Płonię i Wielgowo. W dodatku później, zamiast z ronda w Zdrojach (oficjalnie: Rondo Ułanów Podolskich) pojechać tak jak to robię zazwyczaj, przez Most Cłowy jadę aż do skrzyżowania z Autostradą Poznańską (od niedawna Floriana Krygiera), by po chwili zjechać na brzeg Regalicy i przez Zaleskie Łęgi dobijam do stałej trasy w okolicy Basenu Górniczego.
Powrót w strasznym upale. Gdy ruszam na liczniku wyświetla się 44`C. W czasie jazdy spada, ale do 35-36 stopni. To czuć. Po 15 km nie mam już niemal nic w bidonie, a to co tam jest ma temperaturę zupy. W takich warunkach łatwo o rozkojarzenie - pod Smolęcinem, na DK 13 mijam wypadek.
W Gryfinie, jakby to nie brzmiało, korzystam z usług lodziarni. Tutaj też udaje mi się przy okazji napełnić bidon pyszną, zimną wodą. Jeszcze przed ruszeniem prawie połowę wypijam, ale głupio mi prosić o ponowne uzupełnienie zapasów. Na szczęście okazało się, że całą resztę dowiozłem do domu. Upał w końcu nieco zelżał...
Komentarze (11)
Wyprzedzanie Fiatem 126p to było przeżycie z kategorii ekstremalnych. Trzeba się było do takiego manewru przygotować. Jeszcze zanim kupiliśmy Poloneza jeździliśmy nad morze ze znajomym, który miał właśnie maluszka. Z bratem siedzieliśmy na tylnej kanapie, a że facet miał ciężką nogę to zapamiętałem z tych wyjazdów ciągłe, przeraźliwy wycie silnika. :)
Jak możesz pisać marki i modele z małych literek???! :O
Wspomnienia, Paaaanie, wódki by nie starczyło... ;)
My Maluchem jeździli na wczasy nad morze (aż za Szczecin ;D:D ) cało rodzino i z metrową sterto bagaży na dachu. I my tak wyprzedzali te TIRy, a że różnica prędkości była rzędu 1,5km/h, co chwilę trwało ;) toteż widok TIRowskich podwozi pozostał dla mnie na długie lata symbolem zachodniopomorskiego krajobrazu. ;D
A moja ciocia (z północnego lubuskiego) jeszcze w 1995 cało familijo (5 os.) pojechali na wywczasy wczesnym Poldkiem do Hiszpanii. :D Strasznie mnie jarał ichże egzemplarz, albowiem na dole drzwi miał wielkie naklejki "POLONEZ" ;D:D;D A później jak zmienili na Caro, to mnie już całkiem nie szło odpędzić od samochodu. ;D;D
Też pamiętam tę relację o zakończeniu klepania nys! :)
Co do caro - krótko po tym jak się pojawiły myśmy kupili poloneza, ale używanego i to w tej najstarszej wersji, z fajnymi migaczami i przeciwmgielnymi z przodu i bez szyby w tylnym słupku. Ależ to była rakieta! Tata wygrywał wyścigi na trójmiejskiej obwodnicy z samochodami znanych, zachodnich marek ;) Potem mieliśmy zresztą "karaka", też czerwonego, jak poprzedni i było to auto straszne i wiecznie się psujące... Wspomnienia... :)
Mnie najbardziej do oniemienia doprowadzały pierwsze (nowo wprowadzone) Polonezy Caro - jakie one tera eleganckie! a jakie nowoczesne! Chociaż jako urodzony entuzjasta skromności i prostoty, wszelkie innowacje w Maluchach także budziły mój zachwyt. :)
W dodatku do końca życia nie zapomnę dnia, w którym w TV pokazali zakończenie produkcji Nysy. Taki szary, depresyjny (wtedy jeszcze nie byłem morsem) lutowy dzień. Niemalże płakałem. :D
To wsiadaj w Kossaka, zrobię jakąś pyszno kolację, a następnie śniadanie po czem wpakujesz się w wyżej wzmiankowanego powrotnego. Wesoła, bo wraz z rowerem. ;)
Chociaż pamiętam z dzieciństwa, że nieprawdopodobnie nowoczesna wydawała mi się ta nowsza deska rozdzielcza z malucha (z rozrysowanym schematem samochodu, nie wiadomo po co). Jak to zobaczyłem to fiaciki z tymi tradycyjnymi zegarkami wydawały mi się takie biedne, a jak jeszcze miały kwadratową rejestrację z tyłu i te odstające klosze lamp tamże... ;)
Ja rano przejechałem 40 km, cała reszta popołudniu. Proporcje, przynajmniej w taki dzień jak dziś, powinny być odwrócone, ale przecież do pracy spóźniać się nie wypada, a wstawać wcześniej... Co Ci będę pisał. ;)
Michuss, szkoda jeszcze, że nie z pakietem Oricari. ;))) A tak na serio to strasznie podziwiam ludzi co robią stówkę w dzień roboczy, i to jeszcze przed pracą, że o dokręcaniu w upale nie wspomnę (u mnie było tyle w cieniu co u Ciebie w słońcu...). PS. nie wiem, jak to możliwe, że niby coś tam jeździsz, a masz dopiero 4,5kkm nalatane, to mniej nawet ode mnie. ;]