Rano zjazd do lidla po zakupy na przepyszne śniadanie. A potem wycieczka do Niemiec. Ale najpierw wizyta w zaprzyjaźnionym rowerowym na Bukowym i w Decathlonie, bo nadszedł czas zmiany siodełka. Rozejrzałem się, ale póki co decyzji nie podjąłem. Jeszcze kilka dni pojeżdżę na starym.
W drodze za granicę zaciągam Agnieszkę na lokalny specjał kulinarny, czyli pasztecik szczeciński. I to ten najoryginalniejszy z oryginalnych, na Wojska Polskiego. Bar, żywcem przeniesiony z epoki PRL funkcjonuje już od 1969, nieprzerwanie w tym samym miejscu. Wystrój, poza reklamami coca-coli, nie zmieniany od lat. Najpierw podchodzi się do kasy, gdzie pani przyjmuje zamówienie. Potem już do pani obsługującej specjalną maszynę, z której wyjeżdżają przepyszne, gorące, chrupiące paszteciki. Do tego naturalny barszcz, nie żaden z paczki czy koncentratu, tylko oryginalny. Wszystko na papierowych tackach i plastikowych kubeczkach, ale naprawdę smaczne! Obowiązkowa wizyta dla nawiedzających Szczecin, staram się tu swoich gości przyprowadzać (a i sam od czasu do czasu zaglądam), ale jakoś tak się złożyło, że z A. byliśmy tu pierwszy raz :) Dla chętnych tutaj więcej informacji: KLIK
Potem już do granicy przez Łukasińskiego, Bezrzecze i Dobrą. Potem nowa DDRka, fajna asfaltówka do Bismark i z powrotem do Polski via Dołuje i Stobno.
tunia - koniecznie i jak najprędzej. Są przepyszne. :)
Jurek, teraz paprykarz już nawet nie jest w Szczecinie produkowany i nie umywa się do tego co było przed laty, niestety. A pasztecik jest nawet wpisany na listę produktów regionalnych! :)
Trollking - pytanie mega trudne, ale odpowiedź prosta i jednoznaczna: NIE. :)
mors - wszystko w ramach zaznajamiania Rzeczonej z wszelkimi, szczecińskimi niuansami. :)