Do pracy zabrałem się z kumplem samochodem. Wracam na rowerze, jak należy.
Po zakończeniu pracy nr 2, czyli po godzinie dwudziestej ruszam drogą okrężną do domu (w linii prostej mam 50 m). Wspinam się Drogą Górską (jest o niebo lepiej jak ostatnio, bo wreszcie wymieniłem baterie w lampce), następnie spontanicznie zjeżdżam do Binowa. Początkowo chciałem Mazowiecką wspiąć się z powrotem, ale potem pomyślałem sobie, że to fajna okazja do wydłużenia przejażdżki. Z Binowa ruszam więc leśną drogą na skróty do Wysokiej Gryfińskiej, a stamtąd już standardowo przez Chlebowo do Radziszewa i do domu z zawijasem przy pętli SST.
Między Chlebowem a Radziszewem widzę na odkrytej przestrzeni, dość blisko drogi sporo małych choinek. Po chwili orientuję się, że choinki przecież nie uciekają przed ludźmi, a więc są to dziki :) Całkiem pokaźne stadko. Jednak pomny wiedzy, którą zdobyłem w ten weekend uspokajam się - wszystko jest na swoim miejscu, wszystko tak, jak należy. Wszak zachodniopomorskie (obok pozostałych dwóch zachodnich województw) ma najliczniejszą populację tych zwierząt w kraju... :P
Komentarze (8)
Myśliwi - temat rzeka.
Rzeka krwi.
I to ich podejście - przecież to sport, do tego szlachetny!
Taa, narąbać się, zmówić nagonkę, wejść dla bezpieczeństwa na ambonę, zabić, a potem się nażreć. To już szachy bardziej mi pasują do kategorii "sport" ;)
Michał, tak podejrzewam, znam kilku mysliwych, z czego jeden jest w porządku, reszta to miłośnicy krwawych rzezi. Zawsze w takim kole jest lokalny pan,wójt i pleban...
Dzikie choinki - fajnie :-) Nie lubię myśliwych, chciałbym, żeby i na nich ktoś kiedyś zapolował. Sprawy ewentualnych odstrzałów powinno się zostawić leśniczym, a nie bandzie napaleńców. Przepraszam za odejście od ad-remu i gratuluję nocnej wyprawy :-)
Z tymi dzikami i inkszą zwierzyną to najlepszy motyw władować się w bór przepastny w środku nocy, gdy polowania nadszedł czas. Zwierz wszelaki leci tedy co i rusz na złamanie karku, niczym jaki owad pospolity...