Rano bardzo fajnie - wreszcie zrobiło się biało, a przy tym śnieg nie jest przemarznięty, tylko sypki, więc jedzie się po nim jak po puchu.
Powrót wieczorem, a to dlatego, że miałem "na mieście" sprawy, także natury rowerowej. Co tu dużo pisać. Jest! Jest wreszcie wymarzona "szosa" w stajni... Na razie tyle, na normalną sesję musi poczekać aż poprawi się pogoda. :P
Jurek, tak, mniej więcej taka jak ta podkładka pod odnośnikiem do stravy po lewej stronie. Jak zrobię zdjęcia w naturalnym świetle to będzie lepiej widać. ;)
Od siebie dodam, że gdy już pojawiła się możliwość zrealizowania marzenia miałem tysiąc pomysłów: nowy czy używany, alu czy karbon, od ręki, czy z dwu miesięcznym oczekiwaniem, itd. Na koniec pojawił się czarny, a raczej, jak widać, pomarańczowy koń, który zdeklasował rywali. Dlaczego? Po prostu najzwyczajniej w świecie mi się podoba, a przy podobnym pułapie cenowym jest to istotny, o ile nie najistotniejszy czynnik decydujący. Zresztą cena też miała znaczenie - szczeciński Madbike, który niniejszym polecam, zaproponował mi bardzo atrakcyjny upust. Może lepsze były by zwykłe hamulce szczękowe, kosztem wyższej grupy sprzętu? Nie wiem, okaże się. Póki co nie mogę się doczekać lepszej aury i testu w warunkach środowiska naturalnego. Na razie musi wystarczyć mi oglądanie Hanki w pokoju :P