Rano nadspodziewanie sucho, dosłownie. Asfalt suchy jak pieprz. I bardzo dobrze.
W drodze powrotnej podobnie - przyjeżdża po mnie do portu A., a potem razem jedziemy przez kilka miejsc, gdzie trzeba było pozałatwiać sprawy. Na koniec rozpusta - pyszne rollo i falafel w onlykebab koło Fali. Pyszota.
Komentarze (18)
Może nie vege z nazwy, ale pewnie byś się zdziwił jak ciężko znaleźć pizzę mrożoną lub pierogi ruskie bez tłuszczu zwierzęcego, jogurtów bez żelatyny albo surówek bez informacji, że mogą zawierać ryby i skorupiaki.
Choć na przełomie tych kilkunastu lat widzę spory postęp.
Jadąc rowerem nie jem. Słucham muzy, książek, ratuję swoje życie w walce z kierowcami. Na to już nie mam czasu :)
Smalec w wege?! O_O_O_O Nieźle. Ogród to 1/3 mojego życia, niestety. Ale dzikie żarcie to takie, które można zerwać w czasie jazdy na rowerze :) np. pokrzywy, tarniny, dzikie róże, mlecze i inksze. PS. ja osobiście jestem umiarkowanym mięsosceptykiem. :)
Moja dzikość polega na tym, że jak coś nie ucieka to mogę żreć. Lub: jeśli brzydko pachnie i już nie ucieka to tym bardziej :)
A na poważnie. Raz jadłem tort pokrzywowy (chyba?) - pycha! A w wolnych chwilach nie mam niestety czasu na rycie w ogródku, więc w zamian wypatruję żelatynę i smalec w niby wegetariańskich produktach... Z tym jest mega masakra.
O pokrzywach i innym dzikim (darmowym i antyimportowym) żarciu było u mnie sporo wpisów w 2015. Kto jak kto, ale wege powinien się orientować, co można zjeść na dziko. ;>
Wy, miastowi, to najlepiej zacznijcie już kompleksowo przechodzić na język arabski, bo bez niego to niedługo ani nic nie zjecie na mieście ani nie zapytacie o Zosię i Miriam... ;)
Kiedyś mówiąc słowo "falafel" w kebabowniach czułem się jak pedofil pytający o to, kiedy mała Zosia wyjdzie z przedszkola. I podobny wzrok napotykałem ze strony obsługi.
Teraz na szczęście jest już lepiej i nawet w sieciówkach serwują ten genialny produkt.