Po pracy na rower. Inspiracją, o ile można to tak nazwać, była znaleziona wiadomość, że to dziś mija 23 lat od katastrofy kolejowej w Reptowie, kiedy to jadący ze Świnoujścia do Krakowa pociąg Barbakan w obrębie tej stacji zderzył się z oczekującym na wolną drogę pociągiem towarowym. Do dziś do końca nie wiadomo dlaczego tak się stało, ale pod jadącymi wagonami samoczynnie przełożyła się zwrotnica i część składu pośpiecha została skierowana na zajęty tor. Zginęło 12 osób, wiele zostało rannych. Stacja obecnie jest przebudowywana, już nawet nie ma śladu po tym torze, nie mówiąc o felernej zwrotnicy, której jeszcze kilka lat temu przyglądałem się z poziomu peronu. Tyle tytułem wstępu.
Jadę, tradycyjnie w kierunku stargardzkim, Drogą Kołowską, zaciskam zęby na zjeździe za Dobropolem i jestem w Starym Czarnowie. Stamtąd ścieżką rowerową do Kołbacza i odbicie na północny wschód ku Kobylance. Tam skręcam do celu mojej podróży, po drodze zaliczając przejazd wiaduktem nad DK10 - jeszcze, bo już lada moment otworzą drugą nitkę i trasa będzie ekspresowa od granic Szczecina do wschodnich opłotek Stargardu.
Powrót tą samą drogą, pod słońce. Przez cały wyjazd zmagałem się z silnym wiatrem z północnego zachodu.
Komentarze (13)
No ciekawa historia. Nawet o niej nie słyszałem.. albo nie pamiętam.
Ten pomnik powstał w latach siedemdziesiątych. Motyw zoologiczny - jak się przyjrzysz to widać dwa buhaje - ma najpewniej związek z miejscowym oddziałem Instytutu Zootechniki (nota bene - z Krakowa!). Dodam, że wrzuciłem fotę na insta i dzięki temu dowiedziałem się, że autorem jest szczeciński rzeźbiarz Stanisław Biżek, którego autorstwa jest również monumentalny pomnik z Cedyni. Ten tutaj nie ma szczęścia ani do gospodarzy, ani do lokalizacji - jest niemal naprzeciw pocysterskiego zespołu klasztornego, który przyciąga turystów i jest oczkiem w głowie miejscowych władz. A ta betonowa rzeźba niszczeje w krzaczorach. Szkoda, bo fajna w sumie...
Z tego co wiem to zostały. Zabezpieczenia urządzeń sterowania ruchem kolejowym są takie, że nie da się przełożyć zwrotnicy pod jadącym pociągiem, ona przeskoczyła sama "wyprawiając" kilka wagonów osobowych wprost na pociąg towarowy. Zresztą choćby na wiki to zdarzenie jest szczegółowo opisane, łącznie z raportami powypadkowymi.
Przy takim tonażu? Hm. Niestety, zbyt wiele słyszałem o tym, że ktoś zasnął lub zapił, żeby od razu ufać takim teoriom. No chyba że wszystkie inne potencjalne przyczyny zostały faktycznie wykluczone.
I zazwyczaj jest tak, że zawodzi ten nadzór. A tutaj - wszystko wskazuje na to - że był to czysty przypadek. Z tego co kojarzę to posunęli się nawet w szukaniu przyczyny do tego, że tam grunt podatniejszy na drgania i dlatego stało się to co się stało...
Brrr. Aż człowieka ciarki przechodzą, że takie katastrofy się zdarzają na kolei, która zgodnie z logiką powinna być od nich wolna, przy odpowiednim nadzorze maszyn przez ludzi.