W piątek dałem cynk morsowi, że jestem w okolicy i można by zaplanować BSowe spotkanie na (pseudo)szczycie. Tak też się stało. Po trochę spóźnionym śniadaniu wybywam z Kamiennej Góry i po około godzinie jazdy melduję się na znanym i lubianym parkingu w Sobieszowie ;)
Zaczyna się od mocnego akcentu, bo mors stawia mi ten parking. Nie miałem gotówki, a opryskliwy facet raczej parł do zwarcia niż do jakiegoś sensownego rozwiązania sytuacji. Zapłacone, rower wyjęty - można jechać. Zawsze, odkąd tędy świadomie jeżdżę (tj. od stycznia tego roku ;P) chciałem się przejechać drogą łączącą Sobieszów z Piechowicami przez Jagniątków. I dziś się to udało. Jak to mors trafnie zauważył - w czasie wspólnej jazdy niemal nie czuje się podjazdów, a sama droga mija jak z bicza strzelił.
Chwilę później jesteśmy pod willą Hauptmanna, niemieckiego noblisty, który dożył swych dni w tym domu. Co jest o tyle dziwne, że zmarł w 1946, a więc już w czasach kiedy dotychczasowym miejscowym dość radykalnie wskazywano kierunek wyjazdu. Pochowany został na wyspie Hiddensee, co jest o tyle ciekawe, że stanowi pewną klamrę spinającą moje dwa ostatnie weekendy. Bo Hiddensee leży tuż przy Rugii, gdzie bawiłem tydzień wcześniej :)
Kawałek dalej Michałowice i fajny sklepik z wszechobecnymi kotkami. Siedzimy, delektujemy nie zimnymi napojami i świetnymi bułkami - ja mam jedną ze szpinakiem, a druga to taki pasztecik. No ten jest naprawdę wystrzałowy. Jak będę w okolicy to jeszcze na pewno się skuszę :) Trasa jest popularna wśród miejscowych szoszonów, bo co rusz zaglądają do przysklepowego ogródka. Posileni jedziemy, a raczej zjeżdżamy dalej, aż do Piechowic. Tam szybka nawrotka, opowieść o - de facto - nędzy tej mieścinki i jej genezie. Potem wspinamy się z powrotem, a momentami nawet bardziej niż wspinamy, bo mors prowadzi skrótem.
Ponownie sklepik. Ponownie napój, ruszamy w dół. Ale, ale - oglądam się - morsa nie ma. Okazało się, że musiał się zatrzymać i znaleźć patyka w celu przełożenia łańcucha na cięższy bieg na przedniej zębatce. Ruszamy ponownie i wracamy na parking w Sobieszowie. Początkowo myślałem, że na tym skończymy wspólne jeżdżenie, ale pada propozycja, by zobaczyć wodospad w Przesiece na co chętnie przystaję. Kilkanaście minut później jesteśmy pod zabytkowym tramwajem, po czym jedziemy normalnie regularnym szlakiem, pomiędzy Sebixy i Karynki, naprzemiennie z Januszami i Grażynami. Sporo ludzi, ale udaje się dopchać do wodospadu i nawet zanurzyć po kolana. Zimna woda świetnie orzeźwia. Przydaje się to na następnym odcinku wycieczki, gdzie z kolei kawałek pieszo podprowadzamy rowery, a potem zjeżdżamy dość długim, fajnym, serpentyniastym zjazdem (jego charakter nieźle oddaje nazwa segmentu na stravie: "kolanem po asfalcie").
Potem parking, odwożę kompana pod dom i ruszam w długą kilometrowo, ale całkiem znośną czasowo podróż do zachpomu.
Dzięki mors za godne oprowadzenie po morsowni! :)
Komentarze (11)
Dane do wpisu zawsze importują się ze stravy. W rwgps wyszło 843, a samo urządzenie naliczyło 819. Akurat w tym wypadku, bo czasem kolejność jest inna.
Mors - o, to ja większość koszulek, nawet w cywilu, wybieram pod opony. Nawet jeśli nie mam przy sobie roweru :) Czerń to ładny kolor :) Picie piwa/wina to pato? Czyli Polska jest w większości pato. A nie przepraszam, wódczanego ścierwa nie ruszam, więc chyba jestem pato minus względem reszty Polaków :)
Michuss - to tylko jedna z moich szkół, do tego zanim tam się znalazła, była jeszcze w trzech miejscówkach, z czego najciekawszą była... Sosnówka :) Teraz się zepsuła, zyskała nęcące dla mas imię JPII, więc nie mam jakoś sentymentu :) Za to fajne było to, że na dwóch godzinach WF-u wbiegaliśmy sobie i zbiegaliśmy na Chojnik. I to taki - wtedy jeszcze - dziki, niespaczony kostkową dróżką, tylko po korzeniach i kamieniach :) Opony Bontragera w mojej szosie wytrzymały ponad 20 tysięcy kilosów, zanim pojawił się pierwszy laczek, non stop dobijane do granic - będziesz zadowolony.
Troll, mors zachował się niemal jak Twój ambasador, bo nawet wskazał mi gdzie do szkoły uczęszczałeś :) O teatrze też prawił, nawet widzieliśmy plakat w rzeczonym sklepiku, ale z oczywistych względów nie było jak się tam wybrać. Tym razem pobytem rządziły dwa kółka :) A opony to całkiem niezły, szutrowy model bontragerów.
mors, muszę się udać do zaprzyjaźnionego sklepu rowerowego i dowiedzieć co i jak z to kaseto, bo fakt faktem, że takie ciężkie przełożenie zabija przyjemność z jazdy po górach. Gotów nawet jestem poświęcić komfort lepszego i dogodniejszego doboru przełożeń na nizinach ;) A co do "foczek" - tyle wystarczy. Niechaj te najładniejsze, te z Twojej foty znajdą się na bardziej poczytnym blogu :P :D
Y55: skądże, M-ss jest tak hojny, że i tak jestem beneficjentem netto. ;))
T-king: Hrgn nie jest na Dębicach ;p ale za to jest biało-czerwony :) i specjalnie pod niego dobrałem koszulkę. :) Oczywiście nabożnie wspomniałem, w którym punkcie się spotkaliśmy i jak to ogólnie (nomen omen) szło. ;))
"problem był, gdy kończył się alkohol" - niezłe pato... o_O Sugeruję więc Piechowice. ;)
Teatr sugerowałem, ale chętnych nie było (także mnie xD).
ZTCW to wstęp do domu GH jest płatny, więc ewentualną wizytę przewiduję tylko w tzw. Noc Muzeów (za free). ;p
Michuss: co tak beznamiętnie (tylko 2 emotki)? ;p Największa wtopa to był właśnie ten parking - wszak opodal jest nowy, duży, schludny i DARMOWY xD no ale sam chciałeś.. ;p
Co tak mało foczek? ;p Możesz wciepywać moje zdjęcia bez pytania. ;p (M-ss zrobił jedno, a ja serię ;p;p )
Co do przejścia granicznego to trzeba nadmienić, że 15 lat jesteśmy w strefie Schengen ;] oraz że nie chciałeś machnąć rzeczonej PrzeMęczy Karkonoskiej. ;p ;)
Planuj wolny weekend i rower z małym młynkiem, bo jeszcze wiele nam zostało! ;p
Ten tramwaj to musi być dla Morsa trauma - kiedyś wspólne zdjęcie z moimi oponami Schwalbe, teraz z... w sumie nie wiem jakimi, ale nie sądzę, że jeździsz na Dębicach :)
Spotkanie fajne, tereny fajne, co wiem z autopsji: w Michałowicach spędziłem wiele czasu i nocy. Wyobraź sobie, że kiedyś ten sklepik działał dość krótko, problem był, gdy kończył się alkohol. A najbliższe zaopatrzenie to albo Szklarska, albo Piechowice :)
Na przyszłość: warto jeszcze odwiedzić Teatr Nasz. Trochę poniżej sklepiku :)
W domu Hauptmanna rezyduje bardzo miły pan. Kiedyś dał mojej żonie wodę za darmo, gdy się okazało podczas wchodzenia do Michałków, że zepsuł się terminal. Mały gest, a się pamięta.